Wywiady

Pszczoły i drzewa, czyli… Piotr Socha o sobie…

Piotr Socha

Poznańskie Targi Książki (marzec 2019), otwarcie wystawy Piotra Sochy. Przed niewielką grupką widzów stoi średniego wieku mężczyzna (lat ponad pięćdziesiąt) mocnej postury, z niewielkim brzuszkiem, w marynarskiej podkoszulce i niby wojskowej kurtce. Nieśmiały uśmiech błąka się po jego pogodnej twarzy. To Piotr Socha, gwiazda polskiej ilustracji, autor dwu niedawnych hitów Dwu Sióstr: Pszczół i Drzew. Piotr Socha, Socha… i nagle olśnienie – przecież pokazywaliśmy go w zerowym numerze ,,Wydawcy” w 1994 roku! Miał już za sobą kilka wystaw zbiorowych, jedną indywidualną, a na naszych łamach pokazał ilustrację do książki J. M Rymkiewicza Kwiat nowych starych romanc, czyli imitacje i przekłady hiszpańskich romances, nieco fantasmagoryczny pałac ze złotymi kopułami. Czyli… znamy się.


Rozmawiamy po otwarciu wystawy.

Dotychczas znany byłeś głównie z ilustracji prasowych: „Gazeta Wyborcza”, „Wysokie Obcasy”, „Polityka”, „Playboya”, kolejne tytuły. Jako ilustrator, choć masz na koncie kilka prestiżowych nagród, ja choćby Soligatto za najpiękniejszą książkę wydaną we Włoszech w 2007 roku – nagrodę przyznaną przez bibliotekę w mieście Pieve di Soligo, czy pierwsze miejsce w konkursie na ilustrację legend wawelskich ogłoszonym przez Zamek Królewski na Wawelu, nie byłeś tak bardzo znany. Teraz o Tobie jest bardzo głośno.
Praca ilustratora prasowego, choć ciekawa, jest dość monotonna. To mi doskwierało, ale z czegoś trzeba żyć. Szukałem więc jakiejś odmiany, a po sukcesie Map Mizielińskich doszła do tego jeszcze zazdrość, taka zazdrość pozytywna. Oni mogą, a ja nie? Ta książka zmotywowała mnie do zajęcia się ilustracją książkową dla dzieci, zresztą nie tylko mnie, na „rynku ilustracji” nagle pojawiło się wielu młodych, ambitnych ludzi, absolwentów szkół plastycznych.

Pszczoły miały dwadzieścia pięć wydań zagranicznych, Drzewa – 22. Pewnie będą kolejne…
Dzięki temu mogę sobie pozwolić na pracę nad jedną książką przez dwa lata i nie zajmowanie się w tym czasie niczym innym. To pokazuje, jak ważny dla ilustratora jest wydawca. Oczywiście każdy ryzykuje – ja, spędzając miesiące na jedną książką, wydawnictwo, ryzykując jej wydanie. Ale na razie wszystko jest dobrze.

Współpracujesz z Wydawnictwem Dwie Siostry. Kto kogo znalazł?
Znamy się z Ewą Stiasny, jedną z „sióstr”, od lat, razem studiowaliśmy na ASP w Warszawie ilustrację książkową w pracowni prof. Janusza Stannego. Kontakt z wydawnictwem więc był stały. Obserwowałem jego rozwój , sukcesy – przypomnę, że w ubiegłym roku na Targach Książki Dziecięcej w Bolonii oficyna ta zdobyła nagrodę dla najlepszego w Europie wydawcy książek dla dzieci – to ogromne wyróżnienie. A ponieważ zależało mi na podjęciu współpracy z wydawcą solidnym, liczącym się na rynku, a jednocześnie zaangażowanym, i który jest w stanie sprzedawać prawa na swe książki również za granicą, to mój wybór musiał niejako paść na Dwie Siostry. Moje książki wymagają ogromnej pracy i wydawanie ich wyłącznie w kraju jest nieopłacalne, kosztują za dużo pracy.

Jak wyglądał początek waszej współpracy?
A od tego, że wysłałem wydawnictwu pracę nawiązującą w charakterze do ilustracji ze starego atlasu przyrodniczego; umieściłem w niej wymyślone przeze mnie owady: jakieś motyle, ważki, biedronki. Praca się spodobała, jednak pomysł owadów fantastycznych nie wzbudził zachwytu – wydawnictwo chce wydawać książki nie tylko piękne, ale i edukacyjne, takie książki rodzice chętniej kupują swoim dzieciom. Zaczęliśmy więc wspólnie zastanawiać się, o czym mogłaby być książka w zaproponowanej przez mnie formie. W pewnym momencie wspominałem, że mój tata był pszczelarzem. To zrób książkę o pszczołach – powiedziała na to Ewa Stiasny. I jakby mnie wtedy ktoś podłączył do prądu, poczułem, że to mój temat. Czułem, że zrobię coś ciekawego. Chciałem też zrobić przyjemność moim rodzicom. I chyba się udało. Tu opowiem anegdotę: jak już wspomniałem, mój tata zajmował się pszczelarstwem – przez 40 lat. I oto pewnego wiosennego dnia sprawdza, jak tam pszczoły przezimowały, a jest na to specjalny sposób – wprowadza się do ula specjalną rurkę i podsłuchuje, co tam w środku się dzieje. Jeśli jest ciągłe „bzzzzz” – to dobrze, a jeśli cisza… Tym razem była cisza, pszczoły odleciały, zostawiając ul pełen pokarmu. Tato zachodził w głowę, co się stało, a ja go uspokoiłem. – „,Tato -mówię – te pszczoły teraz będą pracować na mnie, rozleciały się przecież po całym świecie”. Tak też się stało. Pasieki tato już nie ma, wiek już mu nie pozwala na pracę, za to ma moje pszczółki znane są faktycznie na całym świecie.

Wersje m.in. w językach tajskim, koreańskim, japońskim, estońskim, węgierskim. Nie mówiąc już o angielskim czy rosyjskim. Kawałek świata.
Zdradź, proszę, nieco tajników pracy nad książką, nad ilustracją.
Książka najpierw powstaje w głowie. Muszę ją sobie wyobrazić. Pracę zaczynam od szkiców ołówkiem na kartce papieru – to etap najtrudniejszy, to chwila, gdy książka tak naprawdę powstaje. Potem rysunek na czysto, skanowanie i praca przy komputerze: dodawanie kolorów, poprawianie. Komputer daje taką wygodę, że na każdym etapie można coś w ilustracji zmodyfikować, zmienić. Najważniejszy jednak jest sam rysunek. Program komputerowy to znakomite narzędzie dla ilustratora, ale sam program ilustracji nie zrobi. Komputer to narzędzie – jak młotek czy nóż.

Twoje rysunki są realistyczne, ale z dodatkiem jakiejś tajemniczości.
Realistycznego rysunku nauczyłem się tuż przed studiami, gdy miałem 18 lat. Do tej pory rysowałem tylko dla przyjemności. Odradzam rodzicom, którzy widząc zainteresowanie swych dzieci sztukami plastycznymi od razu wysyłają je na kursy plastyczne, które mają je nauczyć rysować z natury. To może zabić w nich radość tworzenia, kreatywność. Moje dzieci lubią malować; naklejałem im na ścianach papier, dawałem do rąk kredki, farby i… róbta co chceta. Dzieci niech malują i rysują dla przyjemności. Zbyt wczesna nauka, konfrontacja z realistyczne wykonanym rysunkiem, którego one nie są w stanie wykonać, może je zniechęcić do nauki, zamkną się w sobie. W ten sposób można zmarnować czyjś talent. Picasso mówił, że zawsze starał się zachować w sobie dziecięce podejście do tworzenia, to musi dawać radość. Myślę podobnie. Rysowanie to moja pasja, moja radość. A jeśli moje prace komuś się podobają, to wspaniale.

Wybierając temat do swej kolejnej książki nie obawiasz się, że już ktoś wydał podobną? Nie było książek o pszczołach? – były! Tak samo, jak były o drzewach.
Wierzę, że potrafię opowiedzieć jakąś historię inaczej, ciekawiej. Szukam nowych informacji, które uatrakcyjnią poruszany przez mnie temat. O pszczołach np. dowiedziałem się wielu niesamowitych rzeczy – wiesz np. ile kilometrów muszą przelecieć, aby zebrać 1 kg miodu? Nie wiesz, a ja wiem. Poza tym dzieci szybko rosną, zmieniają się pokolenia. Dla „nowych” dzieci potrzebne są nowe książki.

Zawsze występujesz w takiej marynarskiej podkoszulce w niebieskie paski. Innej nie masz? (śmiech)
To ,tielniażka”, podkoszulka rosyjskich wojskowych marynarzy. Nie wie dlaczego, ale bardzo się w niej dobrze czuję. Ilekroć jestem w Rosji, a ostatnio zdarza się to dość często, to zawsze kupuję je sobie na zapas. Kupiłem też sobie z bluzę marynarską, ale rosyjscy marynarze chyba są ode mnie mniejsi – nie znalazłem odpowiedniego rozmiaru. Od razu zaznaczę, że generalnie jestem pacyfistą, w wojsku nie służyłem.

Często wyjeżdżasz za granice na zaproszenie wydawców. Dokąd lubisz najbardziej?
Wszędzie jest ciekawie, ale każdy kraj ma swoją specyfikę. W Niemczech np. wszystkie moje spotkania są zawsze znakomicie zaplanowane, zorganizowane, moje książki dobrze się tam sprzedają, poznałem tam wielu bardzo sympatycznych i życzliwych ludzi, dzięki książkom poznałem kraj, którego dotąd nie miałem okazji poznać, odwiedziłem wiele miast . Bardzo chętnie jeżdżę również do Rosji i tam również jestem przyjmowany bardzo serdecznie. Znałem ten kraj głównie z książek i bardzo się cieszę, że mogłem go zobaczyć na własne oczy. Rosjanie są również niezwykle serdeczni gdy kogoś polubią. Moje książki wydaje tam moskiewskie wydawnictwo Samokat – podobnie jak Dwie Siostry oficyna prowadzona przez same panie. Dzięki nim zwiedziłem przy okazji kawałek tego kraju, byłem nawet nad Bajkałem. Dzięki książkom odbyłem sporo podróży, poznałem wielu ludzi i pozbyłem się wielu uprzedzeń, o które nie trudno wobec krajów takich jak Rosja i Niemcy, z którymi łączy nas niełatwa historia.

Nad czym teraz pracujesz?
A, to tajemnica!

Z niecierpliwością czekamy więc na twoją nową książkę.

(rozmawiał Andrzej Palacz)

Andrzej Palacz
Andrzej Palacz (ur.1957), redaktor naczelny magazynu ,,Wydawca" i portalu wydawca.com.pl, wydawca książek (literatura historyczna), dziennikarz branżowy, tłumacz, autor książki "Karolina Sobańska. Odeska Mata Hari". Wykładowca edytorstwa i poligrafii na na Podyplomowych Studiach Polityki Wydawniczej i Księgarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwent Moskiewskiego Instytutu Poligrafii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *