Wywiady

Jak zostałem wydawcą… Rozmowa z szefem wydawnictwa Wolters Kluwer Polska WŁODZIMIERZEM ALBINEM

Andrzej Palacz: W majowym numerze „Wydawcy” (1-5/2019) rozmawialiśmy o problemach nurtujących całe środowisko wydawniczo-księgarskie ‒ jako prezes Polskiej Izby Książki jesteś tu najbardziej kompetentną osobą ‒ jesteś jednak przede wszystkim wydawcą, szefem oficyny wchodzącej w skład międzynarodowej korporacji. Z wykształcenia jesteś prawnikiem.

Włodzimierz Albin: Prawnikiem, po studiach na Uniwersytecie Warszawskim.

Czyli działasz jednak w swojej branży. Wolters Kluwer to w końcu wydawnictwo prawnicze. Jakim trafem zostałeś wydawcą?
Najpierw była praca naukowa w Polskiej Akademii Nauk, gdzie pisałem, niestety nieukończony, doktorat. Pod koniec lat 80. zacząłem pracować jako prawnik dla nowopowstających spółek z o.o. ‒ to był taki okres po ustawie Wilczka i Rakowskiego, boom na zakładanie spółek. Doradzałem wtedy kilkunastu firmom w sprawach prawnych. Wówczas wydawało się, że zalewają nas przepisy prawa, trudno było się w tym połapać… W stosunku jednak do tego, co dziś się dzieje, to był drobiazg. Chodziłem więc po klientach z Dziennikami Ustaw, sam tworzyłem teksty jednolite przepisów, i w pewnym momencie pomyślałem sobie, że mam przecież gotową rzecz do wydania, która pewnie się sprzeda, bo przecież czegoś takiego jeszcze nie było. Ludzie czerpali wiedzę albo z Dziennika Ustaw, który ukazywał się nieregularnie i można go było kupić tylko w Warszawie w określonych miejscach, bądź z „Rzeczpospolitej”, która była wówczas gazetą państwową i publikowała akty prawne. Od pomysłu do czynu droga była krótka. Moja żona poparła ten pomysł, a nawet znalazła nam wspólników wśród swoich kolegów socjologów, którzy mieli doświadczenie wydawnicze. Tak powstał Dom Wydawniczy ABC: ALBIN, BRZESKI i CHALASZ. To był 1989 rok, naszą pierwszą pozycją był Zbiór Prawo Gospodarcze, i ani się obejrzeliśmy, jak wydawnictwo rozrosło się. W pewnym momencie okazało się, że można żyć z wydawania książek, że nie muszę być prawnikiem ‒ była to dla mnie wielka ulga [śmiech]. Bycie prawnikiem jakoś nie leżało mi na sercu – ci klienci… trudna sprawa. Podziwiam prawników, którzy parają się tym zawodem. Co nie znaczy, że byłem złym prawnikiem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Mam prawniczy sposób myślenia, ale nie mam cierpliwości potrzebnej w tym zawodzie. Dziś moi koledzy ze studiów, którzy wybrali naukę, są profesorami, naszymi autorami.

W swoim czasie ABC było największym polskim wydawnictwem prawniczym…

W ciągu kilku lat Dom Wydawniczy ABC stał się największym wydawnictwem prawniczym w Polsce. Konkurencji w zasadzie nie mieliśmy: PWN wydawało klasyczne podręczniki, inne wydawnictwa dopiero się rozkręcały. Przede wszystkim specjalizowaliśmy się w wydawaniu książek wymiennokartkowych, zwanych na zachodzie Europy loose-leaf. W najlepszym okresie mieliśmy 100 tys. prenumeratorów. Gdy zachodni wydawcy zaczęli penetrować nasz rynek, aby kupić jakieś wydawnictwo, to ich wybór padł na nas.

I powstał Wolters Kluwer Polska…

40% udziałów w Domu Wydawniczym ABC sprzedaliśmy ze wspólnikiem w 1996 roku, a resztę cztery lata później. Od 2000 roku jestem tu już tylko pracownikiem wydawnictwa. Obecnie jesteśmy jednym z bardziej rozwiniętych technologicznie i biznesowo wydawnictw firmy Wolters Kluwer International BV – jednym z najbardziej nowoczesnych w Europie, a pamiętaj, że Kluwer ma firmy w 19 krajach, notowany jest na giełdzie w Amsterdamie. To ostatnie częściowo również nas dotyczy, musimy spełniać określone warunki z tym związane. Sam Kluwer rozwija się w ciekawy sposób: ma oddzielne dywizje o światowym zasięgu, np. Health, Tax & Accounting. My wchodzimy w skład dywizji Legal & Regulatory.

Firma działa ekspansywnie ‒ wykupiła kilka mniejszych wydawnictw.

Dużym wyzwaniem było połączenie Wydawnictwa Prawniczego Lex z Domem Wydawniczym ABC. Ostatnie połączenie było w 2014 roku z LexisNexis, wcześniej kupiliśmy mniejsze wydawnictwa: Zakamycze, KiK – Konieczny i Kruszewski. Decydując się na szerszą ekspansję kupiliśmy kilka firm softwarowych, w tym producenta softwaru dla władz lokalnych i szkół, firmę ProgMan.
Dom Wydawniczy ABC miał swoją przygodę z poligrafią… W 1993 roku okazało się, że można taniej kupić drukarnię, niż płacić za usługi. Nasza produkcja była prosta – typowa „smarówa”. Kupiliśmy dwa Romyaory; pamiętam jak jeden spadł podczas transportu, postawiliśmy go, a on dalej działał. Czeskie Romayory i Dominanty to był sprzęt nie do zdarcia. Ale gdy w 1995 roku Kluwer nas kupił, padło Non print, non machines. Patrząc z perspektywy czasu, to mieli rację, choć przydałaby nam się jakaś malutka drukarnia. A tamta to był całkiem duży zakład. Sprzedaliśmy go jego dyrektorowi. Była jeszcze drukarnia cyfrowa Sowa, działająca przez pewien czas w ramach Domu Wydawniczego ABC. Dziś magazynowanie książek tyle kosztuje, że produkująca na zawołanie drukarnia cyfrowa będzie coraz cenniejszym aktywem.

A co z publikacjami wymiennokartkowymi?

W Polsce publikacje wymiennokartkowe szybko straciły zainteresowanie subskrybentów. Wyparła je głównie płatna i bezpłatna informacja w Internecie. Dziś 80% przychodów Wolters Kluwer Polska to produkty elektroniczne, którymi głównie zajmuje się Lex.

A typowe książki?

To około 400 tytułów w ciągu roku, oprócz komentarzy wydajemy monografie na różnego rodzaju tematy prawne, podręczniki akademickie, poradniki, wzory pism, prawie 30 czasopism prawniczych i biznesowych. Wolters Kluwer Polska różni się od innych wydawnictw tym, że content autorski spływa do jednej bazy danych. Potem decydujemy, czy robimy z tego książkę, czy idzie to wszystko do publikacji elektronicznych. W większości przypadków wydajemy jedno i drugie – otagowana i zindeksowana pozycja trafia to bazy Leksa.

Jak się pracuje w firmie zagranicznej?

Udziały w Domu Wydawniczym ABC sprzedałem w 1995 roku, ale razem ze wspólnikiem mieliśmy tu większość udziałów do 2000 roku. Od 2000 roku jestem tu już tylko pracownikiem. Praca w tej firmie bardzo dużo mnie nauczyła. Jak zarządzać strukturą dużej firmy, rozumieć finanse, czego wcześniej mnie przecież nie uczono. Nauczyłem się kupować firmy, łączyć je (mało kto z polskich wydawców to umie, a ja tak), zarządzać nie tylko wydawcami, ale też ludźmi z innych branż: my przecież zatrudniamy bardzo dużo informatyków (właściwie to jesteśmy firmą IT), działem sprzedaży bezpośredniej, zarządzać firmą zgodnie z metodami projektowymi, tworzyć produkty informatyczne.

Co robisz, gdy nie pracujesz?

Robię dużo zdjęć, podróżuję i oczywiście czytam.

Lubisz to, co robisz?

Tak, bardzo lubię.

Zmieniłbyś coś w swym życiu zawodowym?

Raczej chyba nie. Gdyby, dysponując dzisiejszą wiedzą, można było cofnąć czas, to pewnie wiele rzeczy bym zrobił inaczej. Na pewno inaczej. Ale pewnie innego biznesu bym nie szukał.

Andrzej Palacz
Andrzej Palacz (ur.1957), redaktor naczelny magazynu ,,Wydawca" i portalu wydawca.com.pl, wydawca książek (literatura historyczna), dziennikarz branżowy, tłumacz, autor książki "Karolina Sobańska. Odeska Mata Hari". Wykładowca edytorstwa i poligrafii na na Podyplomowych Studiach Polityki Wydawniczej i Księgarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwent Moskiewskiego Instytutu Poligrafii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *