Kadry Rynek wydawniczy

Mistrz Wilkoń nie tylko o sztuce

Dwa lata temu nakładem wydawnictwa Marginesy ukazała się książka, w której Agata Napiórska spróbowała opowiedzieć na pytanie, kim jest i skąd się wziął ktoś taki jak JÓZEF WILKOŃ.
Przypominamy to wydarzenie, publikując wypowiedzi mistrza ilustracji podczas promocji książki w Muzeum Książki Dziecięcej w stołecznej Bibliotece na Koszykowej. A mistrz Wilkoń ma o czym i potrafi, często nie przebierając w słowach, opowiadać.


Wilkoń to alfa i omego sztuki – można powiedzieć współczesny człowiek renesansu: ilustrator, malarz, rzeźbiarz, autor scenografii. Jego warsztat to baniak wody, farba , pędzel, ołówek, dłuto, piła, nie boi się nawet sięgnąć po tablet do rysowania. urodził się 12 lutego 1930 roku w Bogucicach koło Wieliczki. Mieszka sobie w Zalesiu Dolnym w otoczeniu drzew. W jego trzech pracowniach powstają niezwykłe dzieła przesycone miłością do przyrody, do zwierząt. Rzadko w jego pracach pojawiają się ludzie, natomiast portrety psychologiczne zwierząt mówią wiele o człowieku. Przede wszystkim inspiruje go natura – wspomnienia z dzieciństwa, przyroda, malownicze pejzaże – to ze wstępu do książki. A znajdzie się ktoś z czytelników, kto nie zna prac mistrza Wilkonia? O to będzie trudno – zilustrował blisko dwieście książek, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Pierwsza ukazała się w 1959 roku i był to cykl opowiadań Heleny Bechlerowej O kotku, który szukał czarnego mleka. Za jedną z najpiękniejszych książek wczesnego okresu jego twórczości uważa się Pawie wiersze Tadeusza Kubiaka (wyd. 1959). Potem były W Nieparyżu i gdzie indziej A. Kamieńskiej (1967), Pan Tadeusz Adama Mickiewicza (1973), wiele innych, o których pewnie sam już zapomniał. Książki ukazywały się nakładem Naszej Księgarni, Ruchu, KAW-u i Czytelnika, obecnie choćby Wytwórni, Media Rodziny, dla której np. zilustrował Księgę dżungli. Jedna z nowszych to wydana z okazji 400-lecia rocznicy śmierci Miguela de Cervantesa przez Fundację Chain edycja Don Kichota, bazująca na przekładzie Anny Luizy i Zygmunta Czernych, jedyna w historii polskich wydań tak bogato ilustrowana edycja – prawie 100 czarno-białych i kolorowych ilustracji. Sam nie tylko ilustruje, ale też pisze – spod jego ręki wyszły np. dla wydawnictwa Hokus-Pokus Kici kici miau i Zbuntowany elektron. Dla każdego wydawnictwa przyjęcie przez mistrza zaproszenia do pracy przy książce to zaszczyt.

Od kilkunastu lat Wilkoń tworzy „ilustracje przestrzenne” – samodzielne formy rzeźbiarskie budowane głównie z drewna. Tak zrodziło się olbrzymie bestiarium, psy, ryby, ptaki, nietoperze. Trudno też zliczyć ile miał wystaw (pierwsza odbyła się w 1960 roku w Galerii ZPAP w Warszawie – zaprezentowano jego ilustracje nagrodzone złotym medalem IBA w Lipsku), jego prace wzbogacają zbiory kolekcji państwowych i prywatnych, pojawiły się nawet w… paryskim metrze – w 2013 roku przez całe wakacje jego prace prezentowane były na stacji metra Saint-Germain-des-Prés i była to część czwartej edycji festiwalu „Chopin au Jardin du Luxemburg” zorganizowanego z inicjatywy Miasta Stołecznego Warszawa.


Czym jest „wilkoniowatość”?
[to pojęcie ukuła Agata Napiórska, aby wyjaśnić „zjawisko”, jakim jest Wilkoń]
To wilk i koń, i z tego można kować, co się chce.


Rola przyrody w twórczości Wilkonia
Kocham przyrodę. Krajobrazy, las, łąki i pola są bohaterami moich prac.


O roli przypadku w życiu
Przypadek jest dla mnie rzeczą istotną. Z niego w zasadzie składa się życie.


Skąd brać inwencję?
Nie lubię zbył długo stać w tym samym miejscu. Jak już coś wycisnę z siebie, to zaczynam szukać czegoś innego. Po farbach wodnych wziąłem się np. za narzędzia „twarde” – ołówek, pióro, temperę, która się przecież nie rozrzedza, ma swoją mięsistość, aż wreszcie doszedłem do tego, że znaczenie zaczęło odgrywać podobrazie. Po sklepach wyszukiwałem worków po cukrze. Te worki były cuuudowne. Miały swoją strukturę, po której gruzdowatości narzędzie skakało. Ich powierzchnia przypominała tkaninę. A stąd już był krok do tych moich niby gobelinów, które projektowałem jako ilustracje. Materiał ma więc ogromne znaczenie… Takie np. ostrygi je się przecież całkiem inaczej niż kotlety mielone… Materiał jest więc rzeczą, która inspiruje.


O tym, jak należy pracować
Czasami trzeba się śpieszyć, czasami trzeba poleniuchować, nic nie robić. Niektórzy mówią, że jak nic nie robię, to dopiero pracuję… A przecież raz się jest na wozie, raz pod wozem…
Czasami nic nie wychodzi, zupełnie nic, co nie oznacza, że nic się nie dzieje. Coś tam zostaje w głowie. Zostaje też na podłodze – te rzeczy, które wyrzucam jako nieudane. Albo raczej, które wyrzucałem i paliłem w piecu, aż pewnego dnia któryś z moich bliskich krewnych to przerwał i potem okazało się, że chciałem zniszczyć prace całkiem udane. To jest problem z wyborem najlepszej ilustracji.


Wilkoń o lesie
Las jest naszym największym skarbem!!! Do lasu trzeba wchodzić jak do świątyni. Musimy to wszyscy zrozumieć, a szczególnie paru głupców…!!!
Odczuwamy deficyt drewna i tak powinno być. Ale jednocześnie w każdym tartaku można kupić topolę, jedno z najpiękniejszych drzew w Polsce. Mówi się, że to prawie chwast, słabe drzewo, które szybko umiera. Wszystko kiedyś umiera. W Japonii drzewa, które umierają, konserwuje się, i stoi sobie taki olbrzym bez liści. Dla mnie drzewo, które umiera i staje się drewnem, wciąż żyje. Wiedzą o tym korniki… A potem co wyprawia z nim powietrze, deszcz i słońce… Drzewo staje się wówczas jakieś aksamitne – dla mnie to wspaniały materiał do pracy.
Rośliny myślą, czują. Drzewa, gdy je się rżnie piłą, płaczą. Tak samo cierpi ścinana kapusta. Kocham kwiaty, one chyba to czują, bo w moim wazonie potrafią przez trzy tygodnie wyglądać jak świeże. Oczywiście musimy je ściąć, ale w tym szaleństwie życia zachowajmy jakiś umiar.
Uczmy się przyrody, jej piękna. Patrzmy na nasz świat i dostrzegajmy, co może z naszego powodu zginąć.


Wilkoń jako rzeźbiarz
Pewnego dnia zacząłem robić tzw. ilustracje przestrzenne, czyli rzeźby. Na pierwszej wystawie, na której odważyłem się je pokazać, podszedł do mnie profesor Kucz [Jan Kucz (ur. 1936) – rzeźbiarz, pedagog] i rzucił: „Fajne to jest, to są rzeźby, a ja się na tym znam”. To był przełom. Od tej pory nabrałem odwagi, apetytu, bo najpierw były to prace małe, do sfotografowania, do wykorzystania w książce, a potem już chciałem, aby można je było oglądać z każdej strony. W końcu zaczęły być nadnaturalnej wielkości.


Definicja sztuki wg Wilkonia
Sztuka jest aktywnością ludzką, która najlepiej tłumaczy możliwość obecności człowieczeństwa w człowieku. Dzięki niej człowiek jest bardziej ludzki. Ona dodaje mu skrzydeł. Sztuka jest twórczością, a twórczość im bardziej jest bezkompromisowa , niezależna, tym bardziej ukazuje potencjał geniuszu ludzkiego. Sztuka jest tylko jego częścią. Rembrandt i Einstein na równi są ludźmi genialnymi. Sztuka jest bardzo bliska nauce.


O zagrożeniu książką elektroniczną
Nic lepszego niż książka papierowa człowiek jeszcze nie wymyślił. Drukuje się coraz więcej, coraz więcej się czyta.


O wpływie literatury na jego pracę
Dla mnie literatura ma, oczywiście, kolosalne znaczenie. Jestem miłośnikiem literatury, słowa pisanego. Jeśli jest coś pięknego w słowie, w języku, to nie widzę najmniejszego sensu rywalizować z tym ilustracją. Zostawmy czytelnikom fantazje, a rozbudowujmy rzeczy, które raczej są dopowiedzią. Jeśli Mickiewicz językiem przedstawia obraz, to ilustracja Wilkonia będzie tu takim masłem maślanym. Ilustracja powinna akompaniować dziełu literackiemu. Tekst i ilustracja muszą wówczas żyć własnym życiem – to dzieła równoległe. Ostatnio przeczytałem Pamiątki Soplicy [właśc. Pamiątki JPana Seweryna Soplicy, cześnika parnawskiego – zbiór gawęd szlacheckich] Henryka Rzewuskiego, książkę, którą powinienem wynieść z gimnazjum, ale wówczas jakoś to mi nie szło. Drodzy Państwo, jakież to jest arcydzieło języka polskiego. Boże… Jak to jest napisane… Polski sarmatyzm jest tam tak pokazany, tak pięknym językiem, że jeśli znajdzie się ktoś chętny do wydania tej książki, to ja się na to piszę. Jakiż tam jest bogaty materiał do zilustrowania, głowa aż mi puchnie od pomysłów.


Wilkoń smakosz
Kocham dobre jedzenie. Śniadanie jem o dwunastej, obiad o czternastej. Mam szczęście, że moja gosposia, pani Halinka, gotowała plebanom, dzieciom na obozach. Serwuje tradycyjną kuchnię polska, która przetrwała na wsi i często wychodziła z biedy. Musiała się rozwijać, aby z niczego zrobić coś wspaniałego. A jaka kapusta była wczoraj…


O życiu
Trzeba być w porządku wobec siebie samego, mieć trochę sumienia, pozwolić innym robić co chcą zgodnie z tą wspaniałą zasadą ,,Róbmy swoje”. A po co z w ogóle zastanawiać się, jak dobrze żyć? Szkoda na to czasu. Trzeba być sobą i nie oczekiwać od siebie jakiś rzeczy nadzwyczajnych.


(oprac. ap, materiał zamieszczony w ,, Wydawcy nr 1-3/2018)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *