Drukarnie Poligrafia Rynek wydawniczy

Drukarnia Sowa – podsumowanie 2025 roku

Rozmowa z Łukaszem Wąwoźnym – szefem drukarni cyfrowej Sowa.

Łukasz Wąwoźny

Jaki był rok 2025?
Dla naszej drukarni dość ciężki. Jeśli chodzi o produkcję, to w połowie roku odczuliśmy niepokój wydawców dotyczący przyszłości rynku, czego rezultatem było m.in. zdecydowane obniżenie średnich nakładów książek. Dla odmiany końcówka roku była bardzo aktywna.

2025 to pierwszy rok, w którym w czwartym kwartale nie udało nam się przyjąć do realizacji wszystkich kierowanych do nas potencjalnych zleceń – było ich po prostu zbyt dużo w stosunku do naszych mocy produkcyjnych, mimo że te znacznie wzrosły. Coraz więcej nowych Wydawców jest zainteresowanych naszą ofertą, ale nie pomógł tu nawet praktycznie dwukrotny wzrost naszych możliwości druku. Zakładaliśmy duży wzrost, ale nie aż tak duży.

To efekt inwestycji?
W tym roku zakończyliśmy kilka poważnych inwestycji sprzętowych, z których najważniejsza to zwojowa maszyna inkjetowa do druku kolorowego. W planie była maszyna czarno-biała, jednak ze względu na dużą liczbę zapytań o druk z dodatkowym kolorem, czyli popularne 2+2, zdecydowaliśmy się dołożyć nieco środków i zainwestować w maszynę kolorową — jednak dość nietypową, bo z odstawianymi głowicami „kolorowymi”.

Co to daje? W uproszczeniu, w typowych maszynach kolorowych czarny tekst drukowany jest z całej triady. W naszym przypadku drukowany jest wyłącznie czarną farbą, co pozwala zasadniczo obniżyć koszt druku. To pierwsza w naszej części Europy maszyna cyfrowa, która pozwala w sposób ekonomiczny realizować zlecenia z niewielką liczbą kolorów — np. pagin, tytułów itp. Maszyna drukuje z prędkością do 200 metrów na minutę na materiałach niepowlekanych.

Teraz musimy myśleć o postprocessingu, czyli cięciu i oprawie. Kończymy m.in. instalację maszyn wspomagających wykonywanie opraw notatników — na tego typu zlecenia mamy duże obłożenie i jest to dla nas niezbędna inwestycja. Są to cztery urządzenia z Chin: po dwa automaty i półautomaty do zaokrąglania rogów bloków i okładek, przyklejania tasiemek zamykających, tasiemek do ołówków itd. Możemy już także zakuwać rogi okładek książek w twardej oprawie metalowymi narożnikami.

Leszek Dziarski z firmy Canon (z lewej strony) oraz Leszek Sienicki z Sowy przy nowej maszynie zwojowej ink-jet

Mówisz o dwukrotnym wzroście produkcji. Rozumiem, że finansowo to też wzrost dwukrotny?
No, nie. Aż tak dobrze nie ma.

Współpracując z wydawcami, musisz zauważać trendy w produkcji.
To, o czym już mówiłem, to spadek nakładów książek. Tym, co jednak rzuca się w oczy, jest z pewnością ogromny — i to dosłownie ogromny — wzrost zamówień na książki z barwionymi brzegami. Może się to podobać albo nie, ale klienci bardzo sobie to chwalą — chwalą sprzedaż książek.
Wydawcy cały czas myślą też o przejściu w kierunku POD, czyli druku na zamówienie, nawet pojedynczych egzemplarzy oraz o szeroko rozumianej digitalizacji swojej produkcji.

Wy przecież tak działacie w ramach programu Wyczerpane.pl.
Tak, ale w naszym przypadku druk połączony jest z dystrybucją, na której tak naprawdę zarabiamy. Sam druk jest tu mało opłacalny — koszt przestawienia maszyny dla jednej książki jest wciąż zbyt wysoki, przynajmniej dla drukarni naszej wielkości.

Zresztą zastanawiamy się nad dalszym losem tego projektu — rozwija się on zdecydowanie zbyt wolno. Oczywiście wciąż pojawiają się nowi klienci, ale chcielibyśmy, żeby przychodzili ze 100 tytułami. A tak nie jest, między innymi z powodu kończących się praw autorskich do ich publikacji.

Z tego, co pamiętam, działalność Sowy opiera się na trzech filarach. O dwóch już mówiliśmy.
Trzeci to „Wydać książkę”. W teorii miała to być strona internetowa, za pomocą której klient mógł stworzyć i wydrukować własną książkę. Niestety jej automatyka obecnie nie przystaje do dzisiejszych standardów informatycznych.

Co będzie dalej z tymi projektami?
W tym roku musimy podjąć decyzję. Sama drukarnia bardzo się rozwija i wymaga coraz większej uwagi oraz pracy. „Wydać książkę” w starej formule w zasadzie umarło własnym trybem, dostępne tam wcześniej usługi wspierające Wydawców dziś oferujemy także w drukarni. „Wyczerpane.pl” toczy się powolutku i nie nadąża za rozwojem całej firmy.

Dziś naszym głównym celem jest drukowanie książek z gotowych plików. Oczywiście wspomagamy wydawców przy nowych projektach, natomiast mniejszą uwagę poświęcamy projektom roboczym.

Projektu „Wyczerpane.pl” byłoby szkoda…
Oczywiście, że tak. W jego uruchomienie i utrzymanie włożyliśmy masę uwagi i pracy. Ale to po prostu przestaje być opłacalne. Tendencja rozwoju technologii druku cyfrowego zmierza w kierunku zwojowego inkjetu — zarówno ze względu na wydajność tego typu maszyn, jak i koszty.

Pamiętajmy, że przy pojedyńczych nakładach arkusze muszą być drukowane na maszynach arkuszowych. Przy książkach cienkich, powiedzmy do 300 stron, ma to jeszcze sens — cena książki „literackiej” jest wtedy dość atrakcyjna dla klienta końcowego. Przy 500–600 stronach pojawia się jednak bariera cenowa. A jeśli do tego trzeba jeszcze wydrukować kolorową wkładkę — na innej maszynie, często na innym papierze — to robi się już naprawdę drogo.

Ale to klient decyduje, czy mu się to opłaca…
Oczywiście. Ale w gruncie rzeczy nie nam. To dla nas spory problem organizacyjny. Inwestujemy w maszyny wysokowydajne i drukujemy książki w znormalizowanych formatach. To pozwala zminimalizować koszty i zapewnić wydawcom optymalną cenę usługi. W tym kierunku zmierzamy, bo takie są oczekiwania rynku.

Może dla mniejszej drukarni byłby to ciekawy temat?
To na dziś projekt kompletnie niesprzedawalny. Ale zobaczymy — może wpadniemy na jakiś pomysł, co z nim zrobić.

Rozmawiał: ap.

Dodaj komentarz