Długo oczekiwany, w końcu jest – kolejny tom przygód dzielnego Wiedźmina. Nie jestem miłośnikiem tej serii, ale zmuszony koniecznością prezentową ruszyłem 29 listopada, w dzień inauguracji sprzedaży tomu, do księgarni.
Na co liczyłem? Solidny tom, jaki bez wstydu można elegancko zapakować i wręczyć fanatowi Sapkowskiego. I oto jest, stoi sobie na półce w Empiku i na mnie czeka. Chwytam… A co to? Jakaś lekka jak piórko mizerna książczyna w broszurze, stopień pisma jak dla dzieci (dzięki temu jest więcej stron). Na prezent raczej się nie nadaje.


Ale jednak może kupić? Patrzę na cenę. Boże drogi – sugerowana 65,0 zł! Jest jednak pewne wyjście – naklejka na tytułowej stronie okładki zachęca, że z jakąś aplikacją tylko pięćdziesiąt – przepraszam, 49,99 zł, co zmienia postać rzeczy, w końcu 1 grosz to też pieniądz. Wszystko jedno drogo. A może sprawdzić w Świecie Książki? W Galerii Północnej w Warszawie to kilka kroków obok. Tam cena 59,30 zł. Nie lepiej.
Uparłem się, sprawdzam w internecie – ceny w Empiku z odbiorem na miejscu – 41,99 zł. i to chyba najniższa na dzień 3 grudnia cena.
Podziękowałem księgarniom i poczekam na wariant w oprawe twardej – ma być w trzech wersjach, do wyboru, do koloru. Tylko aż boję się, jaka będzie jej cena! Pobiegam (sport to zdrowie) i znajdę wariant najtańszy.
Jestem zwolennikiem stałej ceny na książki i dzisiejsza próba kupna Rozdroża kruków. Wiedźmin tylko mnie w tym utwiedziła. Ze smutkiem skonstatowałem też pazerność wydawcy. Oczywiście każda firma działa wg własnych reguł finansowych, ustala ceny, ale jest jakaś granica szaleństwa, wykorzystywania nazwiska autora. Ja poczułem się, że ktoś robi mnie w konia.
Andrzej Palacz
Dział, w którym zamieszczane są drobne informacje z rynku wydawniczo-księgarsko-poligraficznego.


