Bagaż wspomnień 2

„Bagaż wspomnień, czyli mój ZSRR”, Aleksandr Kabakow

Tą książką próbujemy przybliżyć Państwu niedawną dla wielu z Was historię naszego wschodniego sąsiada. Będzie to jednak historia bez łagrów, bez Stalina, a nostalgiczna podróż po latach dzieciństwa i młodości autora, który przede wszystkim pamięta… rzeczy. Nazywany w swym kraju mistrzem w opisywaniu szczegółów, pisze wspomnienia o przedmiotach, wśród których żył i żyje! Pisze dowcipnie, z przymrużeniem oka, z ogromną dozą autoironii. Wiele z opisywanych tu rzeczy i spraw z nimi związanych dzisiejsze pokolenie 50+ może pamiętać z własnego doświadczenia, a dla wszystkich będzie to fascynująca podróż po nieznanym, jak może się okazać, świecie.

…………………………………………………………………………….

 

Tytuł oryginału:
Kamiera chranienija. Mieszczańskaja kniga
Autor: Aleksandr Kabakow
Przekład: Galina Palacz, Andrzej Palacz
Redakcja: Irena Janowska

„Treniki” (dresy) jako idea narodowa

Nigdy nie mogłem zrozumieć, i dotąd nie rozumiem, dlaczego moi rodacy zawsze i wszędzie, czy to w dwuosobowym przedziale pociągu, czy w sześcioosobowym pokoju związkowego pensjonatu, pędzą zmienić jakiekolwiek ubranie – garnitur bankiera od Brioni albo czarny mundur ochroniarza ze sklepu „Specnaz” – na strój domowy. Przy czym wszystko jedno na jaki, byle wystarczająco stary i pokraczny: wypłowiała bawełniana bluza wojskowa i półbryczesy, w których chłop wrócił po demobilizacji, kupiony na miodowy miesiąc pikowany szlafrok na cienkim lateksie, który stoi sztywno jak kołek, podarty waciak na gołe ciało, wełniany sweter rozciągnięty tak, że kieszenie sięgają kolan…
Jak już o tym było, w pierwszych powojennych latach w charakterze ubrania domowego, a szczególnie w sanatoriach, panowie najbardziej męskich zawodów, bez wyjątku i za aprobatą szefostwa, nosili pasiaste atłasowe piżamy. Kobiety z tego kręgu – nie wszystkie, ale wiele – uważały siebie za damy i w tych sytuacjach nosiły długie, sięgające ziemi szlafroki, które na ich bynajmniej niekruchych posturach wyglądały co najmniej komicznie. Zresztą i wcześniej opisana, bynajmniej nie wyjątkowa historia ze zdobyczną koszulą nocną może służyć za przykładowy dowód.
Jednak wszystko ma swój koniec, dobiegła też końca epoka naiwności narodowej. Koraliki i lusterka przestały być uważane za wieczne wartości. Postać z filmu, z radością wykorzystująca zdobyczną burżujską lewatywę jako przyrząd dla powolnej i dlatego szczególnie przyjemnej konsumpcji samogonu, wywoływała w sali dobroduszny śmiech wyższości – tajemnice etykiety i komfortu stały się dobrem budowniczych socjalizmu. I gdzieś od połowy lat pięćdziesiątych uniwersalnym strojem podczas relaksu stał się tak zwany strój treningowy: spodnie-rajtuzy oraz bluza-fufajka z dzianiny bawełnianej, albo spodnie trykotowe i jakakolwiek koszula z wystrzępionym po wielu praniach kołnierzem i mankietami. Stylistyka rozluźnienia, buduarowej rozkoszy, sennego nieróbstwa była pociągająca dla zmęczonego narodu radzieckiego w pierwszych powojennych latach. Teraz ustąpiła miejsce postaciom silnego sportowca i wiotkiej sportsmenki.
Charakter narodowy wniósł, oczywiście, poprawki i skonkretyzował obraz. Po pierwsze sam materiał – cienka dzianina bawełniana – od razu obniżał poziom patosu sportowego: rajtuzy strasznie wyciągały się na kolanach, nadając atletom apatyczną sylwetkę podagryka na słabych nogach. Oprócz tego powstawał też solidny, zwisający na tyłku worek, co dawało mojej ciętej w języku babci powód do porównania: „chodzą jak z pełnymi gaciami”. Po drugie czarny albo ciemnoniebieski kolor – innych nie było – zmieniał się w żaden już po pierwszym praniu. Później też płowiał… W połączeniu z właściwością przyciągania puchu, nitek i innych drobnych śmieci, ta okropna dzianina zamieniała każdego, najbardziej dbającego o siebie i do tego silnego mężczyznę, w niechlujną pokrakę…
Sądzę, że doczytawszy gdzieś do tego miejsca, oburzycie się: „Co on, ma nas za idiotów? Bez niego doskonale pamiętamy jak wygląda strój treningowy, sami go nosiliśmy! A też nigdzie się nie podział…” Spokojnie, panowie, spokojnie. Nosiliście go – i dobrze, razem więc przypomnijmy go sobie. A że nie podział się nigdzie – to fakt, istnieje, ale na peryferiach, peryferiach…
A propos, „trenikami” zaczęto nazywać to zdumiewające ubranie dopiero wtedy, gdy stało się uniwersalne i powszechne – w latach sześćdziesiątych. Oficjalna nazwa handlowa „trykot gimnastyczny” naturalnie nie przyjęła się. A ludowa, „treniki”, błyskawicznie „zaskoczyła” i weszła do powszechnego użycia. Wtedy też, w latach sześćdziesiątych, spodnie treningowe zyskały kilka ważnych dodatków. Po pierwsze pojawił się stębnowany kant. Po drugie „treniki” kończyły się na dole strzemiączkiem – po prostu wiek dziewiętnasty!.. Jedno i drugie miało na celu nadanie wyciągniętej wypłowiałej szmacie jako takiego wyglądu – coś w rodzaju legginsów lejbgwardyjskich, albo kostiumu baletowego…
Ale nic z tego nie wyszło – rozciągająca się przy ubieraniu brzydota pozostała brzydotą. Nie chcę tu ubliżać rodakom, ale jestem przekonany, że to właśnie brzydota „treników” zrobiła z nich najbardziej ukochane i długowieczne ubranie naszych mężczyzn, i w pewnym stopniu kobiet. Gust i elegancja – to nie są główne zalety Rosjanina. Ale za to serdeczność – owszem.
Pod koniec tego burzliwego i pełnego nowości dziesięciolecia udało się w końcu znaleźć kompromis pomiędzy wygodą „treników” i nie do końca wykorzenionym pragnieniem narodu radzieckiego, aby wyglądać w czasie wolnym przyzwoicie. Efektem walki sprzeczności stały się… te same „treniki”, jakże by inaczej! Nowy strój zaczęto nazywać „olimpijskim” bądź „olimpijką” (często noszono tylko górną część do zwykłych spodni). Czym się różnił od ogólnonarodowych „treników”? Po pierwsze materiałem: nie bawełna, lecz czysto wełniana cienka dzianina, zwykle w jaskrawoniebieskim kolorze. Zaleta wełny rzucała się wprost: nie rozciągała się albo prawie nie rozciągała się. Po drugie – fason: bluza wycięcie miała nie okrągłe, w które nawet przeciętną głowę z trudem można było przecisnąć, tylko zasuwana była na krótki, gdzieś do połowy piersi, zamek błyskawiczny. I wreszcie najbardziej przekonujący składnik prestiżu: na plecach miała wymalowany wielkimi, białymi literami napis: „ZSRR”. Czy ktoś mógł mieć wątpliwości, że to właśnie olimpijka? A niektóre ofiary próżności ozdabiały olimpijkę dodatkowo znaczkiem „Mistrz sportu ZSRR”, kupionym za dwie butelki „Moskiewskiej” od prawowitego właściciela. W rozmowie – z dziewczynami rzecz jasna – zazwyczaj wymieniano jakiś nietypowy sport, w którym demonstrowanie swego mistrzostwa wymagało specjalnych warunków, raczej nie spotykanych na co dzień, na przykład, strzelanie do rzutków. W tym konkretnym wypadku obok uzdrowiskowej strzelnicy, gdzie do zawodów stawali miejscowi ryzykanci, należało przechodzić z wyniosłym uśmiechem…
Krótko mówiąc, olimpijski strój treningowy godnie pełnił rolę stroju domowego.
Mimo to nie wszedł jednak do honorowej, formowanej w mojej głowie kategorii „Komponent narodowego trybu życia”.
Natomiast zwykłe „treniki” – weszły.
Nam, wychowanym w szacunku do idei równości i kolektywizmu, te właśnie dresy, wyciągnięte na kolanach, z krokiem poniżej kolan, bardziej pasują.
Mój pierwszy teść, wysoki i postawny generał, z jasnym wijącym się czubem, uwielbiał swoją olimpijkę. W niej też go zapamiętałem.
Ale na działce truskawki podlewał w trenikach. Być może bardziej organicznie odpowiadały one zapachowi tej substancji, którą letnicy podlewają owe krzaczki.


Zamów książkę

Spis treści

Ręczna i nożna wieczność 
„Treniki” jako idea narodowa

………………………………………..

PEŁNY SPIS TREŚCI W KSIĄŻCE:

NIEZBĘDNY KOMENTARZ / 5

Cz. 1 W ZAUŁAKACH WIELKIEGO STYLU / 13
Rosja – ojczyzna słoni / 9
Małe narody Północy / 13
Wymyk / 18
Sprężyna / 21
Rumunia nie ma tu nic do rzeczy / 28
Piżama, sukienka, toaleta / 34
„Treniki’’ (dresy) jako idea narodowa / 40
Składane pióro-ołówek / 48
Szczegóły wnętrza / 54
Cudze życie / 61
Latarki nocne na guziku / 66
„Krokodił’’ i „Drużba’’ / 68
Oswoić czas / 75
Ręczna i nożna wieczność / 80
Ciche gry / 82
Przypadek z guzikiem (intermedium) / 90
Komoda Atlantydy II / 92
Komoda Atlantydy III / 97
Kto zabił konia / 101
Niezapomniany urok nałogu / 105
Zapraszamy, proszę się rozebrać / 108
Okulary mają mi służyć / 113
Abonent chwilowo dostępny / 119
Wszystko płonęło błękitnym ogniem / 124
I światło w ciemności świeci / 128
,,Obszczepit’’ i rozbite kawałki życia / 131
A dokąd to bez czapki?! / 133
Leżała sobie na pawlaczu / 141
Amatorskie fotografowanie / 144
Na pamiątkę! / 146

Cz. 2 – RZECZY WYWROTOWE / 154
Rosyjski golf / 149
Miłość i zasady / 154
Jak przepadł waciak / 161
Komok / 165
Napełnianie długopisów / 170
Śmietnik jako ideał estetyczny / 177
Śmietnik jako cud ekonomiczny / 181
Samostrok pod ,,Labelami’’ / 187
Fajki i inne straty / 196
Ladies jak to się mówi, First / 199
KLM, teczka i torba / 202
Wyrób Nr 2 / 205
Wszechmocny papier / 209
Kajdanki wolności / 211
Wesoły zmierzch surowego imperium / 214
Niezrównane spodnie antyradzieckie / 215
Wyspa Komsomolskaja / 221
.Wybierzcie sobie czapki, towarzysze / 226
Inne drobiazgi / 230
Tajemnica kozaczków / 234
Wszyscy mają stereo, a on – mono / 237
Obeszło się (kilka słów dla humoru) / 241
Ludzie w skórach / 243
Ludzie w skórach pojawiają się po raz wtóry / 247
Koniec historii, tak jak było powiedziane / 249
Załaduj broń! /253
…Ruszyliśmy własnym Szlakiem Jedwabnym / 258
rała lambada / 260
Wybaczcie, jeśli coś nie tak / 261