Ludzie polskiej poligrafii

Wspomnienie o Maćku Szostaku

Maciej Szustak odszedł miesiąc po swoim wspólniku Romanie Pajewskim (18 listopada 2011), z którym przez blisko 20 lat tworzyli spółkę MARO. Ich wspólną cechą w czasie przeszło 40 -letniej znajomości była nie tylko nauka w tych samych szkołach, tj. Stawki i IPPW, lecz przede wszystkim niewiarygodna sprawność manualna. Obaj magistrowie inżynierowie poligrafii obsługiwali maszyny poligraficzne w swoim zakładzie, a jakość ich wytworów galanteryjnych to obecnie poziom nieosiągalny. U Maćka wynikało to z rodzinnej tradycji (dziadek Maćka stworzył m.in. ogrodzenie pomnika Mickiewicza w Warszawie).

Jako student poligrafii przez rok uczył się w Moskwie, stąd wielka znajomość romantycznej literatury rosyjskiej, podobnie francuskiej, choć najbardziej lubił polską, którą – podobnie jak ulubionego Sienkiewicza – cytował wielokrotnie. Był człowiekiem wielkiej kultury i taktu, zawsze zajętym jakąś pracą. W czasie studiów wielokrotnie pracował za granicą, gdzie poznawał języki i kulturę, m. in. na Rugii w Lauterbach w zakładach Getreidewirtschaft czy przy zbiorze winogron koło Lyonu. Był zawsze duszą towarzystwa, nadzwyczajnie lubiany przez dziewczyny z racji swojej powierzchowności, kultury, dowcipu, zwykłej życzliwości i oddania. Miał również mocny epizod w okresie Solidarności w ramach swojego zawodu oraz dużo szczęścia, że nie został internowany. To szczęście, które towarzyszyło mu zawsze, na moment zapomniało o nim w czasie wielokrotnego leczenia chemią.

Jeśli już decydował się na odpoczynek, to najczęściej był to aktywny pobyt na Mazurach – a tam żeglowanie, pływanie bądź wędkowanie.
My, absolwenci Instytutu Poligrafii PW rocznika 1981 możemy powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że w dniu 14 listopada odszedł nasz najlepszy, najbardziej lubiany, najwartościowszy „kolegus” (jego wymyślony termin) MACIEK.

Edward Dreszer

Dodaj komentarz