
Rozmawiamy z wiceprezesem Fundacji Historia i Kultura, organizatorem Targów Książki w Gdyni Jackiem Orylem. Spotykamy się w biurze targów. Za szybą zajętego pod biuro pomieszczenia tłum gości kieruje się w stronę płyty hali sportowej, gdzie swe stoiska rozłożyło kilkudziesięciu wystawców – wydawców, księgarzy i antykwariuszy. Pan Jacek jest bardzo zajęty; właśnie pożegnał byłego ambasadora USA w Polsce Marka Brzezinskiego, za chwilę ma spotkać się z kolejnym gościem. Dla nas wykroił kilka minut na rozmowę.

Szybciutko – kto wpadł na pomysł zorganizowania targów książki w Gdyni?
Jeśli szybciutko, to ja. Dwa lata temu, podczas uroczystości otwarcia Pleneru Literackiego w Gdyni, pojawiło się dużo nowych radnych z rady miasta – to był akurat czas zmiany władz w mieście.
Po uroczystości poszliśmy do kawiarni obok i zaczęliśmy rozmawiać, zastanawiać się, co można by jeszcze zrobić, żeby Gdynia bardziej tętniła kulturą i przyciągała jeszcze większe wydarzenia kulturalne. Ad hoc zaproponowałem, że fajnie by było zrobić tu targi książki. Znałem już tę halę – w ramach Muratora organizowaliśmy tu targi mieszkaniowe, turnieje e-sportowe. Jest dość nowa, nowoczesna, dobrze zlokalizowana, blisko centrum, no i znana wszystkim mieszkańcom Trójmiasta. To właściwie jedyne miejsce, w którym w Gdyni można przeprowadzić wydarzenie o charakterze targowym. Przed oczami więc już widziałem, jak te targi książki mogą wyglądać.
Opowiedziałem radnym, jak takie targi funkcjonują w innych miastach, jak organizujemy je w Warszawie i że Gdynia mogłaby mieć taką imprezę.
Właściwie problem był tylko jeden – i to po naszej stronie. Organizujemy już dużo tego typu imprez, nasze możliwości jako zespołu są więc ograniczone. Gdy więc okazało się, że miasto jest zainteresowane współpracą z nami, to początkowo myślałem o zorganizowaniu raczej wydarzenia skierowanego do młodzieży – zrezygnować z festiwalu Young Adult w Katowicach i zamiast tego zrobić tę imprezę w Gdyni. Jednak w międzyczasie zainteresowanie literaturą Young Adult spadło i została idea zorganizowania normalnych, ogólnotematycznych targów książki. Taki też pomysł podsunęliśmy Wydziałowi Kultury miasta.
W ciągu tygodnia nasza propozycja – nawet byłem zaskoczony, że tak szybko – została przyjęta przez pełnomocnika pani prezydent Gdyni. Tylko że potem, kilka miesięcy przed zaplanowanymi targami, to wydarzenie wpisano w kalendarz obchodów stulecia miasta. Miało to być pierwsze wydarzenie po uroczystościach dziesiątego lutego, czyli obchodach urodzin Gdyni.
Nie ukrywam, że to nas bardzo zestresowało. Należało się bardzo starać, aby program i uczestnictwo wydawców były na odpowiednim poziomie, żeby też wspierający nas partnerzy nie poczuli się rozczarowani. Termin targów wybraliśmy niekolizyjny z innymi wydarzeniami, aczkolwiek dla organizatora bardzo trudny, głównie pod względem akwizycyjnym. Wydawcy jeszcze podsumowują targi listopadowo-grudniowe, potem są święta, nowy rok, dla niektórych ferie szkolne i nie bardzo jest kiedy rozmawiać z wydawcami. W zasadzie to do piętnastego stycznia nikt z naszego środowiska wydawców z nami nie rozmawiał. Można się zdenerwować?
W zasadzie to do końca stycznia nie wiedzieliśmy, jaka będzie skala targów, ile wydawnictw weźmie w nich udział.
Tuż przed otwarciem targów obeszliśmy stoiska – reprezentacja wydawców jest całkiem dobra.
Dziękuję. Przekonać dobrych i doświadczonych w udziale w różnych imprezach wydawców do nowego wydarzenia nie jest tak prosto. Łatwiej pewnie będzie za rok, bo frekwencja gości pokazuje, że targi się udały.
W piątek 21 lutego o godzinie jedenastej z minutami na targach było 1600 osób, które zostawiły swe ubrania w szatni.
Tak? No, proszę. Teraz [rozmawiamy o 13:00] trudno w niektórych miejscach przejść, spotkania na scenie gromadzą prawdziwe tłumy. Tak było przykładowo na spotkaniu z byłym ambasadorem USA w Polsce Brzezinskim, z autorem doskonałych kryminałów Siembiedą. Myślę, że jak na pierwszą edycję, to jest bardzo udana impreza. I choć w piątek, pierwszego dnia targów, tłumów raczej nie było, to Gdynianie muszą się po prostu nauczyć, że książki kupuje się w piątek, a w sobotę i w niedzielę przychodzi się z nimi po autografy. Dobrze mówię?
Wydawcy trochę narzekają na logistykę.
Faktycznie był pewien problem, w hali też pierwszego dnia było dość chłodno. Ale pamiętajmy, że w tym roku mamy wyjątkowo mroźną i śnieżną zimę. Gdynia wygląda w tym śniegu jak Zakopane. Normalnie to pewnie byłoby z dziesięć stopni cieplej.
Sporo jest więc do poprawienia, ale proszę pamiętać, że to dla nas nowa hala. Inaczej pracuje się we własnym obiekcie albo w sobie doskonale znanym, inaczej w nowym. To zupełnie inny komfort pracy. Ale ten komfort to sobie już wypracujemy. Robię zdjęcia różnych tu zakamarków, zastanawiam się, jak można będzie je wykorzystać.
Teresa Wieczorek, która odpowiada za akwizycję wystawców, też już planuje, jak w przyszłym roku efektywniej wykorzystać powierzchnię samej hali, holów, wolnych przestrzeni.
Każde wydarzenie targowe buduje też program imprez towarzyszących.
Uczestniczyłem w spotkaniu z Basią Kosmowską, znakomitą pisarką i filolożką. Narzekała, że w Polsce zbyt dużo wydaje się książek. Że życzy czytelnikom, żeby na rynku ukazywało się mniej książek, ale dobrych. To trochę jak z wydarzeniami targowymi. Jest ich coraz więcej i coraz więcej jest wśród nich wydarzeń o słabej jakości programowej. O jakości targów świadczy poziom programu. Wówczas wydarzenie jest atrakcyjne, bardziej angażuje odwiedzającą je publiczność. Wydawcy niestety patrzą głównie na wielkość swej sprzedaży na targach, nie doceniają programu. To bardzo krótkowzroczne; taka impreza na dłuższą metę nie ma racji bytu.
W każdym razie ja tak uważam. Wolałbym, żeby było mniej imprez, ale za to z bogatszymi programami, żeby stawały się olbrzymimi festiwalami literackimi. A na to potrzeba czasu, ale i zaangażowania miast – tak jak tutaj, w Gdyni.
Reprezentacja miasta na otwarciu targów była bardzo szeroka.
Faktycznie. Pewnie obchody stulecia miasta sprawiły, że wszystkie miejskie instytucje za punkt honoru postawiły sobie, żeby zaistnieć na targach, żeby ich przedstawiciel się pojawił i przemówił ze sceny. Byli między innymi pani prezydent miasta Aleksandra Kosiorek, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Mariola Cichowska-Śrubarczyk, naczelnik Wydziału Kultury Urzędu Miasta Gdyni Maja Wagner, dyrektor zarządzający ds. kultury i aktywności mieszkańców Urzędu Miasta Gdyni Mariusz Bzdęga, rektor-komendant Akademii Marynarki Wojennej kontradmirał profesor dr hab. Tomasz Szubrycht, dyrektorka Muzeum Miasta Gdyni Karin Moder. Wśród gości był b. prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Wszyscy bardzo zaangażowani w to, aby targi się udały. Miasto po prostu kibicuje temu wydarzeniu. To bardzo miłe.
Przy takim zaangażowania władz to faktycznie 100-lecie miasta może stać się asumptem do jego jeszcze większego rozwoju kulturalnego.
Jestem o tym przekonany i mam nadzieję, że Targi Książki w Gdyni wciąż będą się cieszyły takim samym wsparciem miasta i w przyszłym roku będą jeszcze większe i jeszcze ciekawsze.
(rozmawiał Andrzej Palacz)
Dział, w którym zamieszczane są drobne informacje z rynku wydawniczo-księgarsko-poligraficznego.


