Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu wraz z Autorem, zapraszają na otwarcie wystawy malarstwa Jerzego Tyburskiego, zatytułowanej “W moim ogrodzie”, dnia 29 maja o godz. 18.00.
„Jestem jedynie pośrednikiem między obrazem a widzem. Ci, którzy płaczą przed moimi płótnami, odczuwają te same emocje, które ja odczuwam, malując”. Mark Rothko
Ludzie malują obrazy, aby wyrazić głębokie emocje, zgłębiać i kwestionować świat, nawiązać kontakt z samymi sobą oraz z innymi. Czasem malarstwo staje się terapią lub po prostu jest tworzone dla osobistej przyjemności i spełnienia, przekształcając to, co niewidzialne, w widzialne.
Gdzie bije źródło motywacji, które zmusza Jerzego Tyburskiego do nieustannego stawania przed sztalugą, by zagłębiać się we własną osobowość lub eksplorację wewnętrznego świata?
Jerzy maluje tradycyjnie – farbami olejnymi na płótnie. Wraz z nasileniem cyfryzacji, malarstwo tego rodzaju staje się jeszcze bardziej imponujące. Artysta nie korzysta z mediów cyfrowych, ani nowoczesnych materiałów malarskich. Wystarcza mu czysty instynkt i nabyte umiejętności, aby stworzyć dzieło sztuki. I chociaż technika malowania jest tradycyjna, to często pojawiają się sprytne “chochliki” np. w postaci puentylistycznej faktury skrzydeł motyla, lejącej się prosto z pędzla zieleni czy pozornie nieujarzmionej gry impastu.
Wydaje mi się jednak, że te niewielkie odejścia od tradycyjnego malarstwa olejnego, (bardzo skądinąd indywidualne) nie są najważniejsze w malarstwie Jerzego. To tylko delikatna zasłona, by widz nie od razu odgadł przekaz dzieła. Artysta chowa się, lecz jednocześnie bardzo potrzebuje dialogu z odbiorcą. Dla niego sztuka jest przede wszystkim środkiem wyrazu, a nawet ujściem emocji. Mam wrażenie, że liczy się tu możliwość uzewnętrznienia oraz dosłownego uwolnienia emocji w formie katharsis. Akt malowania wynika u niego z głębokiej potrzeby, niemal pierwotnego, archaicznego impulsu. Staje się swego rodzaju mediatorem między światem wewnętrznym a zewnętrznym. Jest to również rodzaj terapii, próba uzewnętrznienia tego, czego nie da się inaczej wyrazić. Edvard Munch mówił: „Sztuka rodzi się z pragnienia człowieka, by ujawnić siebie i wykrzyczeć swoje cierpienie”.
Myślę, że tutaj, w tym malarstwie spotykamy się także z przetworzeniem rozpaczy, bólu i straty. Dlaczego “Arkadia” kojarzy się z płucami i jest czarna? Dlaczego w “Poranku” i “Romansie” drzewa mają ludzkie twarze? Ileż tajemnicy, ale też spokoju wyczuwamy w kolejnym “Popołudniowym deserze” namalowanym dla żony. Nie ma już wiśni, ani porzeczek, ani serwetki. Jest spokojne morze. Kobieta pięknymi dłońmi delikatnie zagarnia niepewny spokój i szczęście. A może chce zatrzymać blask zachodzącego słońca? Słońce jest w niej, przenika ją, napełnia. Jest “deserem”, czyli chwilą przyjemności i odpoczynku. Niektórzy artyści malują nie tylko po to, by wyrazić swoje emocje, ale także po to, by lepiej zrozumieć złożoność świata. Podobnie jak surrealiści, Jerzy posługuje się obrazami, by kwestionować rzeczywistość: „Wszystko, co widzimy, kryje w sobie coś jeszcze”. Niektóre malarskie opowieści artysty stają się wtedy narzędziem do wyrażenia drwiny, a nawet żartu. Widzimy to w świetnej pracy “Rozmowa”, gdzie warczą na siebie, pokazując kły, doskonale namalowane lew i lwica. Sercem kreatywności jest przecież zdolność do “głębokiego patrzenia”.
Artyści mają także możliwość spoglądania ponad to, co zwyczajne i przyziemnie. Dzięki temu docierają do czegoś, co dla innych często nie jest widoczne. Stąd pewnie “wodna szachownica” w “Świątyni natury”, czy spokojne morze będące tacą dla dziurawego dzbanka, poprzez który w “Herbatce” widzimy zachodzące słońce. Wszystko jest spokojem i ciszą. Tak jak i w “Oknie”, gdzie znowu za okiennymi zasłonami(w znany “kropkowany” wzór – logo Jerzego) cicho szemrzą fale jeziora, odbijające złoto zachodzącego słońca.
Tworzenie to także wewnętrzna podróż, sposób na zgłębienie własnej tożsamości i ograniczeń. Malarstwo pozwala Jerzemu skonfrontować się z samym sobą, przełożyć na obrazy to, co nie zawsze potrafi ubrać w słowa. Stąd pewnie wielokrotnie powtarzany tytuł “Daisy”. Kim jest ta “stokrotka”, raz będąca białą różą, innym razem portretem pięknej, młodej dziewczyny? Podobnie jest z “Florą”, kompozycją z polnych, czerwonych róż lub dziewczyną – pękniętym dzbanem pełnym stokrotek. Możliwe, że znajomi i przyjaciele znają kody artysty i potrafią czytać jego obrazy, lecz dla większości to osobista tajemnica, ukryta w obrazie. Jej treść na pewno pochodzi z wnętrza, choć źródło jest na zewnątrz. Akt malowania nigdy nie jest statyczny; jest poszukiwaniem, ciągłym postępem. Staje się dialogiem między samym artystą, między tym, kim się czuje, a tym, co odkrywa w swojej twórczości. Sztuka pozwala nam zatrzymać czas, zapisać emocję, chwilę, spojrzenie w wieczność. Jerzy doskonale zdaje sobie z tego sprawę, odważnie podejmując również tematy społeczne i satyryczne, jakimi są między innymi uczłowieczone portrety zwierząt – psa w zbroi rycerskiej, czy czarnego kota w krawacie – “Marzyciela”.
No i te ręce! Dłonie gotyckiej madonny o szczupłych, bardzo długich palcach pojawiające się obsesyjnie na wielu obrazach. Co symbolizują – nie wiem, ale jest to mój ulubiony znak rozpoznawczy malarstwa Jerzego Tyburskiego. Zachwycają mnie zarówno w błagalnym geście, jako centralny element różanej “Flory”, jak i te skrzyżowane w “Daisy”. Jedna, lecz równie delikatna maleńka rączka próbuje podtrzymać wielką truskawkę w “Obfitości”. Piękny, wspaniale namalowany symbol miłości… Równie ciekawy jest niejednoznaczny cykl “Z życia róży”. Kwiat ten ukrywa metaforę życia, miłości i wytrwałości. To opowieść o wzroście, wyzwaniach i odrodzeniu, zarówno w przyrodzie, jak i w ludzkim życiu. Róża to kobieta. Artysta podkreśla znaczenie tego symbolu malując “Panią różę”, gdzie kobiecość staje się dosłowna.
Sztuka pozwala niektórym artystom tworzyć uprzywilejowany wszechświat, świat odrębny, daleki, odległy od rzeczywistości. To magiczny świat, w którym się zanurzają. Jako widzowie możemy mieć wrażenie przebywania w cudownym miejscu, poczucie „nieograniczonego” istnienia, osmozy i poczucia nierealności. Malarstwo jest na pewno dla Jerzego sposobem do przekraczania rzeczywistości, do oferowania alternatywnego świata. W jego sztuce dostrzegam przestrzeń całkowitej wolności, gdzie wszystko staje się możliwe. Każdy jego obraz jest oknem, ale nie na świat, lecz na unikalną wizję świata – wizję jednostki, która poprzez akt tworzenia próbuje uchwycić cząstkę tajemnicy istnienia.
Najbliższe spotkanie z malarstwem Jerzego Tyburskiego to Galeria Sztuki Współczesnej w Przemyślu, gdzie w czerwcu będzie można zobaczyć wiele nowych prac. Wernisaż już 29 maja 2026. Zapraszam w imieniu artysty.
Dorota Pietrzyk
(info i grafika: BWA Przemyśl)
Dział, w którym zamieszczane są drobne informacje z rynku wydawniczo-księgarsko-poligraficznego.


