
Debata na temat ustawy o książce trwa od “zawsze”. W listopadzie 2025 Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawiło założenia ustawy. Od tego czasu jednak nic się jednak w tej sprawie nie dzieje, projektu jak nie było, tak nie ma. Z niedawnego artykułu Wojciecha Szota w “Gazecie Wyborczej” możemy wnioskować, dlaczego tak się dzieje. “GW” dotarła do opinii Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, która krytykuje założenia ustawy. Cytujemy:
“Przewidziane w projekcie rozwiązania, które mają prowadzić do realizacji wskazanych celów, budzą jednak poważne zastrzeżenia z punktu widzenia prawa ochrony konkurencji i konsumentów, a zarazem mogą okazać się niewystarczające lub nieadekwatne do osiągnięcia zakładanych rezultatów”.
A oto jak Unia Literacka ocenił opinię UOKiK dotyczącą projektu ustawu regulującej rynek książki.
Rynek książki rządzi się zasadami wynikającymi z jej roli kulturowej, edukacyjnej i społecznej, odmiennymi od zasad typowego rynku dóbr konsumpcyjnych. Książka to nie tylko towar, który ma konkurować ceną i szybkością sprzedaży. To przede wszystkim nośnik kultury, wiedzy i wartości, odgrywający istotną rolę w edukacji oraz kształtowaniu życia społecznego.
Z niepokojem przyjmujemy opinię UOKiK dotyczącą projektu ustawy o ochronie rynku książki. Zamiast odpowiedzieć na pytanie, czy obecny model rzeczywiście chroni konkurencję i konsumentów, Urząd zdaje się bronić logiki wojny rabatowej oraz interesów najsilniejszych podmiotów.
Tymczasem koszty tej wojny ponoszą wszyscy: autorzy, tłumacze, wydawcy, księgarze, a także czytelnicy. Znikające księgarnie, coraz krótszy cykl życia książki, presja natychmiastowych wyprzedaży, słabnąca biblioróżnorodność i brak przejrzystych danych o nakładach oraz sprzedaży nie są oznakami zdrowego rynku.
– W swojej opinii UOKiK przedstawia wiele tez, które są zgodne a czasami tożsame z przesłanymi resortowi opiniami kilkunastu największych podmiotów wydawniczych i dystrybucyjnych na rynku, natomiast zupełnie niezgodne z faktami, które wynikają ze znanych publicznych badań, raportów i analiz. UOKiK nie odnosi się przy tym do żadnych badań ani analiz, które potwierdzałyby zasadność przedstawionych w piśmie poglądów. (…) UOKiK w kilku fragmentach swojego pisma spektakularnie myli stan obecny z rzekomymi skutkami regulacji. Twierdzi na przykład, że w efekcie wprowadzenia jednolitej ceny książki i maksymalnego rabatu „dystrybutorzy będą skłonni, by domagać się podniesienia cen okładkowych”, a „ograniczenie [małym księgarniom i wydawnictwom] możliwości konkurowania ceną może utrudnić, a nie poprawiać, warunki ich funkcjonowania na rynku”. (!!!) Sęk w tym, że to właśnie teraz wydawcy są zmuszeni do sztucznego zawyżania okładkowych cen książek, ponieważ muszą uwzględniać konieczność udzielenia dystrybutorowi gigantycznego rabatu od dnia premiery, a małe księgarnie i wydawnictwa nie są w stanie konkurować z dumpingowym obniżaniem cen przez wielkie sieci internetowe. Właśnie dlatego zamykają się ze szkodą dla twórców i czytelników – komentuje Agata Diduszko-Zyglewska, przewodnicząca Zespołu ds. pola literackiego.
– Martwi nas, że Urząd praktycznie nie odnosi się do kosztów wojny rabatowej, które ponoszą wspólnie wydawcy, autorzy, księgarze, ale także sami czytelnicy – mówi Joanna Gierak-Onoszko, prezeska Unii Literackiej. – Opinia UOKiK nie zawiera odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy obecny model funkcjonowania rynku rzeczywiście jest zdrowy i czy rzeczywiście służy ochronie konkurencji oraz konsumentów.
Nie ma wątpliwości, że rodzimy rynek książki znajduje się w stanie systemowej zapaści i wymaga odważnych działań naprawczych. Ustawa o ochronie rynku książki ma zatrzymać postępującą degradację rynku, wspierać dłuższe życie książki, ograniczać presję rabatową, wzmacniać różnorodność i wprowadzać przejrzystość tam, gdzie od lat jej brakuje.
(źródło: Fb Unii Literackiej)
Dział, w którym zamieszczane są drobne informacje z rynku wydawniczo-księgarsko-poligraficznego.


