Wywiady

O rynku książki z Włodzimierzem Albinem

Włodzimierz Albin

Z prezesem firmy Wolters Kluwer, a jednocześnie szefem Polskiej Izby Książki, Włodzimierzem Albinem, znamy się z widzenia od lat. Nie było jednak okazji do bliższej znajomości, a szkoda, bo pan Włodzimierz to osoba doskonale zorientowana w sprawach naszej branży, do tego bardzo bezpośrednia. Rozmawiamy w gabinecie prowadzonej przez niego od lat firmy, szybko przechodzimy na „ty”.


Jak to jest być prezesem poważnej, międzynarodowej firmy, a jednocześnie szefem Polskiej Izby Książki?
Biorąc pod uwagę kondycję polskiego ruchu wydawniczego, to jedyna szansa, aby ten szef mógł normalnie funkcjonować. PIK na tyle jest ubogi, że większość mych kosztów pokrywam bądź osobiście, bądź staram się łączyć je z wydatkami Wolters Kluwer, za zgodą, oczywiście, właścicieli tego wydawnictwa. Wpływy Izby właściwie wystarczają jedynie na utrzymanie biura – etaty jego dyrektora i dwóch pracowników „projektowych”, wynajem lokalu.
Tak więc bycie szefem dużego wydawnictwa z pewnością pomaga być szefem Izby.

A Izba nie może na siebie zarabiać?
Formalnie by mogła, ale świadomie przyjęliśmy, że tego nie będzie, bo przecież PIK mógłby działać wyłącznie na tym samym rynku, co jej członkowie. Za granicą podobne zrzeszenia organizują np. targi książki, ale tu weszlibyśmy w konflikt z co najmniej dwoma naszymi członkami. Można by tworzyć jakieś bazy danych, kiedyś były takie pomysły, ale nie wypaliły, być może szkoda. Pieniędzy zawsze brakuje, w tej chwili np. nasi koledzy z federacji europejskiej próbują nam podnieść składkę, która ma odzwierciedlać wielkość rynku książki. Z kilku tysięcy Euro ma się zrobić kilkanaście. Może okazać się, że składka na organizację, do której należymy zje jedną czwartą naszego budżetu. Uważamy, że składka powinna odzwierciedlać wielkość budżetu organizacji członkowskiej. A próby podniesienia składek członkom Naszej Izby natychmiast utykają na miejscu. Wiemy przecież jaki jest nasz rynek. Kiedyś wprowadziliśmy zmianę, która zapewniła dużym wydawcom, płacącym przecież większe składki, większy wpływ na to, co dzieje się w Izbie – wchodzą oni w skład Rady. W skład Rady wchodzi 12 osób (osobno wybierany jest prezes): po trzy z każdej Kurii: od małych, średnich i dużych wydawców, oraz trzy z największych oficyn.

To już która twoja kadencja?
Druga i ostatnia. To strasznie długo. Chciałem w drugiej kadencji pozamykać pewne sprawy, których podjęliśmy się podczas mojej pierwszej kadencji. Wydawało się, że je zrealizujemy, a nie udało się. To moje ogromne rozczarowanie.

Przed naszym spotkaniem przeczytałem duży wywiad z tobą, który ukazał się w „Rzeczypospolitej” dwa lata temu. Poruszone tam przez ciebie problemy wciąż są aktualne. Nic się nie zmieniło…
I to jest dramat. Jestem rozczarowany tym, co się stało przez ostatnie lata. Uważam, że duży wpływ na to miał, i ma, brak wsparcia ze strony państwa. Sama branża podejmuje jakieś działania, ale są one cząstkowe, na krótka metę. A tu potrzebne są zmiany systemowe.

A może nasza branża jest po prostu za słaba, żeby się przebić u władz?
Problem w tym, że nie jesteśmy jednością. Jedni się angażują, inni ,,jadą na gapę”. Mówią, że nie będą wchodzić do żadnej Polskiej Izby Książki, bo nie chcą płacić składek, nie chcą kontaktować się z ludźmi, których nie znają , albo znać nie chcą, bo w końcu, w czym ta Izba może im pomóc? A chodzi o to, że idąc z problemem do władz decyzyjnych powinniśmy reprezentować kilkaset podmiotów – wydawców, księgarń, potężną grupę autorów… A my tego zrobić nie możemy. Dziś PIK liczy mniej niż 150 członków…
Jeśli społeczeństwo i państwo uważa, że czytanie jest ważne, co wciąż się podkreśla, to powinno się nim trochę zająć, a nie przyjmować, że to jest biznes, który sam sobie poradzi. A radzi sobie tylko część, reszta, nie.

…………………………………

Co trzeba zrobić, aby udało nam się „przepchnąć” Ustawę o Książce przez Sejm? Musielibyśmy mieć wśród polityków mocnych sojuszników, którzy nie patrzą wyłącznie na słupki poparcia, branża musiałaby być bardzo skonsolidowana, dobrym zaczątkiem tego byłoby podpisane przez wszystkich porozumienia branżowego dotyczące działania fair, kodeksu dobrych obyczajów, który już kiedyś uchwaliliśmy.

…………………………………

Mówiąc i działaniach systemowych, mam, oczywiście, na myśli nieszczęsną Ustawę o Książce. Co trzeba zrobić, co musiałoby się zdarzyć w branży, aby udało nam się „przepchnąć” ją przez Sejm?
Po pierwsze, musielibyśmy mieć wśród polityków mocnych sojuszników, którzy nie patrzą wyłącznie na słupki poparcia. Po drugie, branża musiałaby być bardzo skonsolidowana. Po trzecie, dobrym zaczątkiem tego byłoby podpisane przez wszystkich porozumienia branżowego dotyczące działania fair, kodeksu dobrych obyczajów, który już kiedyś uchwaliliśmy. Politycy obawiają się, zresztą nie tylko oni, bo przede wszystkim czytelnicy, że ta ustawa doprowadzi do wzrostu cen na książki. Musiałaby więc przede wszystkim paść zobowiązanie ze strony wydawców, że do tego nie dojdzie. Wiemy doskonale, że do tego i tak by nie doszło – gdybyśmy chcieli te ceny podwyższyć, to byśmy już to dawno zrobili. Ale dla spokoju duszy taka deklaracja ze strony dużych podmiotów miałaby jednak sens. Musielibyśmy też zagwarantować, że nikt nie wyłamie się z tego zobowiązania. Ministerstwo Kultury uważa, że należałoby powołać jakąś specjalną policję od książki, która by sprawdzała, czy aby jakaś księgarnia, czy nawet samo wydawnictwo, nie narusza Ustawy. To jest bez sensu, bo przecież prawo polskie sprawy te dobrze reguluje – wystarczy zawiadomić Urząd Kontroli Konkurencji i Konsumentów.

Kto nas popiera w Sejmie?
Wbrew pozorom większość polityków, z którymi rozmawiamy nastawiona jest pozytywnie, przede wszystkim PSL; w zeszłej kadencji bardzo pozytywnie nastawiony był PIS, ale teraz wygląda na to, że im się coś zmieniło. Duży sceptycyzm widać w PO i Nowoczesnej. Politycy mylą regulację rynkową z wkraczaniem państwa w sferę wolności gospodarczej. A to po prostu jest regulacja, która w krajach o wiele większej tradycji kapitalistycznej niż nasza doskonale się sprawdza.
Gdybyśmy więc działali wspólnie, jako cała branża, to myślę, że byśmy byli bliżej naszej Ustawy o Książce. Przecież razem z drukarniami, bibliotekami, autorami, grafikami, szeroko rozumianymi ludźmi książki, jest nas jakieś 200 tys. ludzi. I to ludzi opiniotwórczych. To co my robimy zostanie na wieki, zapisze się w historii. Dziwi mnie, że taka grupa nie jest brana pod uwagę przez polityków, ale pewnie niektórzy z nich z góry wiedzą, ze to nie ich elektorat.

My mamy już swoje miejsca w historii, czy historia będzie pamiętać o tym czy innym pośle, to już raczej inny temat. Powiedz, na jakim etapie jest ta walka o Ustawę.
Nasz projekt zdobył poparcie PSL-u, został złożony do Sejmu, ma swój numer, czyli powinien trafić pod obrady Komisji Kultury (KK). Rozmawialiśmy ostatnio z panią poseł Elżbietą Kruk, przewodnicząca tej komisji, która jest dla nas bardzo życzliwa, ale nie była w stanie powiedzieć, czy bez decyzji jesteśmy w stanie pójść dalej. Jak pamiętamy, w zeszłej kadencji Sejmu nasza Ustawa weszła pod obrady KK, powołano podkomisję, która praktycznie ją zaakceptowała. Powinna więc wrócić do KK, ale skończyła się kadencja Sejmu. Teraz znów mamy podobną sytuację – w październiku wybory do parlamentu. Na razie zaproponowałem pani przewodniczącej zwołanie pod koniec kadencji Sejmu posiedzenie Komisji Kultury, które podsumuje to, co się dzieje z książką. Chcemy wiedzieć co Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zrobiło dla książki i co planuje, a my przedstawimy kondycję branży.
No i czekamy na wynik październikowych wyborów.

Przygotowując się do naszej rozmowy wynotowałem sobie kilka spraw bieżących. Ostatnio pojawił się temat likwidacji ISBN-u. O co tu chodzi?
No, nie, ISBN pozostanie, to jest międzynarodowy system oznaczania książek. Ministerstwo Finansów zadecydowało natomiast, że przy okazji zmiany przepisów o VA, aby uzyskać prawo do obniżonej stawki, nie będzie obowiązku podawania w książkach ISBN-u. MF mówi wprost, że mamy definicję książki i to wystarczy. A przecież jednej takiej definicji nie ma. Widzę tu masę problemów. Dla nas ISBN był elementem pomocnym w wielu sprawach: pomagał bibliotekom i księgarniom dotrzeć do książki, w przypadku podejrzenia, że publikacja może być wydana nielegalnie umożliwiał dotarcie do wydawcy, itp. Teraz tego nie będzie. Uważam, że to duża szkoda dla branży. ISBN nikomu nie przeszkadzał.

Czyli nie będzie już podziału na książkę bez ISBN – 23% i książkę z ISBN – 5%. A nie obawiasz się, że MF podniesie stawkę VAT do 8%. Taka informacje gdzieś mi się obiła o uszy.
Nie. Rozmawialiśmy w Ministerstwie i zapewniono nas, że stawka na książki drukowane i e – booki wynosić będzie 5%

Od lat nasze środowisko walczy o zmniejszenie liczby egzemplarzy obowiązkowych…
To sprawa skandaliczna, która się ciągnie od bardzo dawna. Wydawnictwo, którego jestem prezesem, rocznie kosztuje to około ok. 200 tys. zł. Żebyśmy to chociaż mogli zaliczyć w koszty uzyskania przychodów, ale to także jest niemożliwe. Jeszcze od tego płacimy VAT. Rozumiem, że 2-3 egzemplarze należy wysłać do najważniejszych książnic w kraju – Biblioteki Narodowej, Biblioteki Jagiellońskiej, może jeszcze gdzieś. To zgodne z ideą egz. obowiązkowego – gromadzenia w jednym miejscu piśmiennictwa narodowego. To jeszcze ł idea z XVI wieku z Francji. Ale nie w 17 bibliotekach, jak teraz. W dodatku te biblioteki przekazują innym egz. im niepotrzebne – np. z biblioteki naukowej do dziecięcej.

Fundacja powszechnego czytania. Co to takiego?
Fundację Powszechnego Czytania założyły 23 wydawnictwa i osoby fizyczne. Jej szefową jest Maria Deskur. Celem tej organizacji jest realizacja w Polsce projektów podnoszących czytelnictwo wśród dzieci i zrozumienie wśród dorosłych, że tylko zainteresowanie dzieci książką może doprowadzić do wzrostu poziomu czytelnictwa w naszym kraju. 37 procent Polaków deklaruje, że przeczytało choć jedną książkę w ciągu roku. Gorzej już chyba być nie może.

Na Zachodzie robi się ciekawe projekty w celu pobudzenia czytelnictwa wśród dzieci.. Chcemy przenieść je na grunt Polski. W tej chwili realizowany jest pierwszy: „Książka na receptę”. Za kilka tygodni lekarze pediatrzy dostaną takie specjalne recepty na czytanie, które będą wypisywali rodzicom chorych dzieci. Udowodniono, co mnie zresztą też zaskoczyło, że czytanie chorym dzieciom książek stymuluje ich powrót do zdrowia. Pewnie tu chodzi o bliskość rodziców. Ale ważny jest efekt. Jednym z następnych projektów będzie prawdopodobnie znana w Wielkiej Brytanii akcja „książka za funta”, u nas pewnie będzie to „książka za złotówkę”.

I na czym ona polega?
23 kwietnia, w Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich dzieci dostają żetony, za które w księgarni mogą nabyć książki. Okazuje się, że w tej Wielkiej Brytanii, tak wyprzedzającej nas pod względem czytelnictwa, dla poważnej grupy dzieci jest to pierwszy kontakt z księgarnią. A często jak już tam trafią, to zaczynają kupować inne książki, już nie za funta. To często staje się zaczynem ich biblioteczki domowej. A praktyka też pokazuje, że dzieci nabierają chęci do czytania, gdy otoczone są książkami, gdy widzą, że ich rodzice czytają. Między innymi to dzięki tej akcji kwiecień w Wielkiej Brytanii stał się trzecim miesiącem największej sprzedaży książek. Pierwszy to grudzień, przed Bożym Narodzeniem, drugim to rozpoczęcie roku szkolnego, gdy kupuje się podręczniki, wyprawki szkolne, lektury.

Co będzie można kupić za tę „złotówkę”? Książkę jednego z 23 założycieli Fundacji?
W żadnym wypadku. W Wielkiej Brytanii powoływana jest specjalna komisja, czy też rada naukowa, która te książki wybiera. Zgłaszać je może każdy wydawca. Fundacja ma je sfinansować. Trzeba jednak pamiętać, że na tych książkach wydawcy nie zarabiają. Jak to będzie w Polsce, jeszcze nie wiemy.

U nas z nieco podobna inicjatywą, z tym że skierowaną do młodych mam, wystąpiła Fundacja ABC.
Tak, pomysł ten został także przejęty przez Instytut Książki, który teraz sam wydaje książeczki dla maluchów. To cenna inicjatywa i należy ją chwalić, aczkolwiek moim zdaniem szkoda, że IK robi to we własnym zakresie, że nie widzi rynku książki jako większej całości. Polska akurat jest krajem, w której poziom książek dla dzieci jest bardzo wysoki, nasze wydawnictwa są jednymi z najlepszych w Europie, akcję tę należało więc robić z nimi i książki rozdawać przez normalny system dystrybucji, a nie tylko w szpitalach. Nam się wydaje że wystarczy matce dać książeczkę i ona już będzie wiedziała, co z nią robić. Nie, to tak nie działa. Trzeba ją uświadomić, jakie to ma znaczenie. W Anglii działa cały system uświadamiający, inicjujący czytanie, robią to woluntariusze. Jeśli tego nie zrobimy, to marzenia o elektrycznych samochodach i innych rzeczach odjadą. Nawet ta młodzież, która czyta, z Polski wyjedzie, bo nie będzie miała równorzędnych partnerów.

Ustawa o książce w jakimś sensie skierowana jest przeciw księgarniom internetowym. Jesteś przeciwko nim?
W żadnym wypadku, ale niech działają na normalnych zasadach. Księgarnie te nie wnoszą wartości dodanej. Jak ja widzę moje książki, a to są drogie publikacje – komentarze prawnicze, sprzedawane z 40-procentowym rabatem, a nasze wydawnictwo nikomu nie daję nawet 35-procentowego rabatu, to nie wiem, co o tym myśleć.

Zostawmy te smutne tematy i porozmawiajmy o tobie i prowadzonej przez ciebie firmie.
(Dalszy ciąg wywiadu w kolejnym numerze ,,Wydawcy”. Rozmawiał Andrzej Palacz)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *