Graficy/ilustratorzy Historia książki i druku

Zbiory MDW: „Obrazy starodawne” Wójcickiego

Prezentujemy kolejną perełkę za zbiorów Muzeum Drukarstwa Warszawskiego – Obrazy starodawne Kazimierza Wójcickiego.


Kazimierz Wójcicki

W 1843 roku na półkach księgarskich pojawiła się niezwykła książka w dwu tomach ‒ Obrazy starodawne. Jej autorem był Kazimierz Władysław Wójcicki (1807-1879), znany i ceniony wówczas dziennikarz i literat, wydawcą ‒ zasłużona firma Gustawa Sennewalda, a druku podjął się M. Chmielewski.

Książka zawiera 19 rozdziałów dotyczących zwyczajów, obyczajów, ludzi i ciekawostek związanych z dawną Polską. To liczące w sumie 602 strony dzieło (format 15×22 cm) zaczyna rozprawka o przysłowiach i powiedzonkach, które już wówczas poszły w zapomnienie. Np. czy wiecie Państwo skąd się wzięło i co oznaczyło powiedzenia „Napad litewski” albo „Wygląda jak Jaćwinga”? Albo „Sprawię ja ci łaźnię”, „Szkoda czasu i atłasu”, „To tyle warto co bić się za Wiedeń”? Podejrzewam, że tylko to ostatnie nie wymaga wyjaśnienia. Dalej był rozdział poświęcony husarii, nazwie tego rodzaju broni, uzbrojeniu, życiu obozowemu (jak się okazuje bardzo bujnemu), Lisowczykom, hajdukom, żakom, Tatarom, pątnikom etc. Książkę, jeśli odrzucić dość trudny dziś w odbiorze tekst, wciąż warto przeczytać.

Ale to nie sama treść książki kazała wpisać Obrazy starodawne w annały polskich książek połowy XIX w. Otóż na stronie tytułowej pod nazwiskiem autora zamieszczono takie oto zdanie: z drzeworytami Wincentego Smokowskiego”. Na ile to było ważne widzimy po wstępie autora, gdzie już w drugim akapicie czytamy: Dzieło niniejsze wychodzi pierwsze w kraju naszym ozdobione drzeworytami w kraju wykonanymi przez znakomitego artystę p. Wincentego Smokowskiego. Drzeworyty te wzięte są albo ze starych drzeworytów w dawnych dziełach odbitych, albo z rękopisów. Dalej autor podaje wykaz ilustracji, jest ich 11 (do tego należy dodać ilustrację na frontyspisie), w tym ich pierwowzorów. Były tam więc dwa drzeworyty przedstawiające husarzy (pieszo i na koniu), za wzór których posłużyły postacie z mapy Beauplan’a z 1640 roku, rycerza podczas turnieju ‒ ten z kolei wg ilustracji ze Zwierciadła Mikołaja Reja z 1757 r., trefniś wg rękopisu Bema z 1505… Według pomysłu Smokowskiego jest, zgodnie z zamieszczonym w pierwszym tomie spisem, praca ostatnia ‒ pątnik.


Wincenty Smokowski

Wincenty Smokowski (1797-1876), malarz po studiach na Wydziale Sztuk Pięknych Cesarskiego Uniwersytetu Wileńskiego oraz Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, jako pierwszy w naszym kraju zwrócił uwagę na drzeworyt ‒ technikę ilustracyjną książek. W tym zakresie w dużym stopniu był samoukiem ‒ sam rysował, sam rytował, często eksperymentując, ale dzięki temu jego kreska jest oryginalna, wyrazista i pełna charakteru. Andrzej Banach w swej znakomitej publikacji Polska książka ilustrowana 1800-1900 (Wydawnictwo Literackie, 1959) tak pisze o Smokowskim: Są w jego twórczości elementy nowej treści i formy sztuki polskiej, narodowej. Smokowski nie kopiował mistrzów, ani starych, ani nowych, ani obcych, ani swoich. Po to zabrał się do wycinania rylcem w drzewie, aby dać ilustracje oryginalne, własne. (…) Nawet wtedy, gdy dla obrazów Wójcickiego przerysował drzeworyty dawne, nie poszedł po linii zachęcającej i łatwej: nie dał przerysów, lecz stworzył ryciny nowe. A dalej: wyraziste drzeworyty Smokowskiego poznajemy je po grubych białych kreskach załamujących się w równoległych wiązkach, po kształtach przedmiotów oddzielonych od siebie wyraźnie i rozbitych na drzeworytnicze powierzchnie, po ostrych przeciwieństwach światła i cienia.

Czy ilustracje Smokowskiego spodobały się czytelnikom? Trudno powiedzieć, tym bardziej, że pod względem warsztatu odbiegały od tych zamieszczanych w czasopismach i książkach na Zachodzie, a nawet w Petersburgu. Jednak ich pewnego rodzaju zamierzony bądź przypadkowy „prymitywizm” nadawał im niecodzienny charakter. Obrazy starodawne Wójcickiego z ilustracjami Smokowskiego niekiedy pojawiają się na aukcjach antykwarycznych. Tak było np. w 2014 roku na aukcji Antykwariatu „TOM” ‒ cena wywoławcza wynosiła 800,0 zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *