Nasze recenzje Rynek wydawniczy

„Dobry od Listopada”

OKŁADKA BYŁA CZERWONA książki ocenia

Andrzej Palacz

Andrzej Palacz

Edytor, wydawca, redaktor naczelny magazynu „Wydawca” i portalu www.wydawca.com.pl,
czytelnik książek „od zawsze”

DOBRY OD LISTOPADA
autor: Mariusz W. Kliszewski wydawca: Novae Res
Gdynia 2021

Ocena: 5/10


Jestem fanem książek historycznych, szczególnie powieści, których w dzisiejszej Polsce w sumie jak na lekarstwo.
Z wielką więc emocją zasiadłem nad kolejną już tegoroczną pozycją wydawnictwa Novae Res pod frapującym tytułem Dobry od Listopada.

Nie siląc się na napisanie czegoś nowego, zacytuję informację reklamową zamieszczoną na IV stronie okładki niniejszej książki:

Marek Dobrawiński jest pochodzącym z Pomorza studentem, którego próżniaczy żywot w Warszawie zostaje przerwany przez wybuch powstania listopadowego. Młody mężczyzna trafia nagle w centrum wydarzeń, stając się mimowolnym świadkiem zamachu na wielkiego księcia Konstantego, brata cara Mikołaja I. Tak rozpoczyna się jego osobliwy udział w walkach z rosyjskim wrogiem. Jak każdy młody człowiek, Marek nie chce jednak przedwcześnie umierać. Dzięki sprytowi, a także fortunie, która niewątpliwie mu sprzyja, udaje mu się uniknąć kul i szabli. Mało tego: parę razy – za sprawą zupełnego przypadku – staje się niemal bohaterem narodowym, za co jest hojnie nagradzany stopniami wojskowymi i orderem. Mimo niewesołych okoliczności Dobrawiński potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji, a szalejąca dokoła śmierć nie jest dla niego żadną przeszkodą w smakowaniu wszystkich przyjemności młodzieńczego życia…


Zapowiada się więc ciekawie. A jakże! A co z realizacją?

Mariusz W. Kliszewski jest przede wszystkim nauczycielem historii (magister historii oraz zarządzania i marketingu) w jednej z gdańskich szkół. To ważne, bo być może praca z młodzieżą natchnęła go na pomysł napisanie tej książki przygodowej, pełnej bitew, wystrzałów, tajemnic, miłostek, jakże bez nich, a przy okazji (a może przede wszystkim?) podania młodzieży w interesującej formie jakże ważnego dla bytu naszego narodu fragmentu historii Polski – powstania listopadowego. Idea zaiste słuszna i godna pochwały. Tylko że…

Do połowy książka się nie czyta – to de facto przegląd historycznych wydarzeń, które autor miesza z fikcyjnymi, ich akcje wciąż są rozrywane, postacie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Słabe, sztuczne dialogi, opis zamachu na księcia czyli początek książki to całkowita porażka, brak w niej tragizmu, pędu wydarzeń.

Co jeszcze razi? Przyjęta formuła dzisiejszego zachowywania się młodych ludzi (choćby mówienie sobie na ty) i posługiwania się przez bohaterów współczesnym językiem, takim niby młodzieżowym. Jakże to nie pasuje do opisywanych wydarzeń i psuje atmosferę epoki.

Gdyby nie „obowiązek” to pewnie książkę bym zamknął i odstawił głęboko na półkę. Później jest już lepiej, akcja nabiera wyrazistości, ma jakiś logiczny ciąg wydarzeń, a zakończenie – oddaję honor autorowi – to prawdziwy majstesztyk.

Jednego nie odejmie się autorowi – ogromnej wiedzy historycznej, pomysłów na wplątywanie bohatera w wydarzenia historyczne i… opisywanie wątków erotycznych choć słowo „opisywania” jest tu nadinterpretacją czytanego to dwa-trzy zdania, ale jakże dowcipne i smaczne.

I na koniec: szkoda że autor jako fakt historyczny podaje ówczesny hejt – ukrycie się przez księcia Konstantego pod suknią małżonki. Ta plotka służyć miała ośmieszeniu księcia w oczach mu współczesnych. Z tym otruciem księcia to też nie wiadomo… I, na boga, książę w sytuacji stresowej raczej by użył jakiegoś słowa francuskiego (może „merde?”) a nie najbardziej znanego w Polsce przekleństwa zza Buga, czyli „job twoju mat'” (w tekście „job twaju mać”).

Różnego typu drobnych nieścisłości w książce znajdzie się jeszcze, ale tu nie miejsce na ich przytaczanie.

W podsumowaniu: książka ma ogromny potencjał, potrzebny jest jest jednak dobry, wnikliwy redaktor, który potrafi przekonać autora do dalszej pracy nad tekstem.

Jaką daję ocenę? Za pomysł na książkę – 10, za wykonanie – 2. W sumie – 5.

PS Przejrzałem w Internecie recenzje debiutanckiej książki Mariusza W. Kliszewskiego pt. Bez rozgrzeszenia. Niestety autor powielił popełnione w niej błędy ma pomysł na książkę i zaczyna pisać na zasadzie „jakoś to będzie, rozkręci się”. Ale czy czytelnik wytrzyma?

Dodaj komentarz