Drukarnie Kadry - poligrafia Ludzie polskiej poligrafii

Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca pod nowym zarządem…

Rozmowa z Piotrem Janickim, od dwóch lat Prezesem Zarządu Drukarni Wydawniczej im. W.L. Anczyca S.A., a od niedawna także doktorem nauk technicznych.


Andrzej Palacz.: Dołączyłeś do elitarnego grona polskich poligrafów z naukowym stopniem doktorów nauk technicznych w dziedzinie poligrafii – gratuluję. Pracę obroniłeś we Lwowie. Dlaczego tam, a nie w Polsce, na Politechnice Warszawskiej?

Piotr Janicki: Nad doktoratem pracowałem przez ostatnie 6 lat i nie było najprostszym zadaniem łączenie spraw służbowych z pracą naukową: równoległa praca w drukarni, nauka, wyjazdy z Krakowa do Warszawy wymagały dobrej logistyki. Przewód na Politechnice Warszawskiej został otwarty w 2018 roku na Wydziale Inżynierii Produkcji, a w tym roku zdałem egzamin, który upoważniał do obrony pracy. A dlaczego we Lwowie? Jeszcze w ubiegłym roku mógłbym to zrobić na PW, w tym roku jednak zmieniły się przepisy i pracę należałoby zmienić w kierunku mechanicznym – a ona jest stricte poligraficzna i trzeba by było ją bardzo mocno zmodyfikować. Proszę pamiętać, że nasz Instytut Poligrafii od kilku już lat jest Zakładem [Zakład Technologii Poligraficznych – red.] przy Wydziale Mechanicznym Technologicznym – red.]. Na szczęście Pomiędzy PW a Ukraińską Akademią Druku jest podpisana stosowna umowa, która umożliwia bronienie tam prac doktorskich i habilitacyjnych. Poza tym to było nowe doświadczenie i przede wszystkim wyzwanie, a to bardzo lubię.

Temat pracy?
„Badanie nowego sposobu trójstronnego okrawania bloków książkowych nożami krążkowymi ustawionych mimośrodowo”.

Jak wyglądała sama obrona?
Trwała 2,5 godziny, prezentację prowadziłem w j. angielskim. Kolejno zadawano pytania. W komisji zasiadło 14 profesorów, wszyscy z Ukrainy, choć niektórzy z nich wykładają na uczelniach w Polsce, m.in. w Łodzi. Z Polski obecny był mój Promotor prof. Georgij Petriaszwili, który oczywiście nie miał prawa głosu przy ocenie mojej prezentacji ale był dla mnie wsparciem w trakcie całego procesu pisania pracy oraz jej obrony za co bardzo dziękuję.,. Pytań było bardzo dużo, ale odpowiedziałem na wszystkie.

I…
Wszyscy zagłosowali na TAK, nikt się nie wstrzymał!

To chyba ogromna satysfakcja. Jak się z tym czujesz? Teraz będę musiał chyba zwracać się do ciebie per „Panie doktorze !
Bez przesady, zostańmy przy „Piotrze”. Ale tak mówiąc poważnie, to po obronie, oprócz satysfakcji, poczułem ogromną ulgę – to jednak był duży projekt i spory wysiłek. Natomiast nie zatrzymuję się i już poszukuję nowych wyzwań.

Piotr Janicki – Prezes Zarządu Drukarni Wydawniczej im. W.L. Anczyca

Twoja praca może mieć zastosowanie praktyczne?
Jak najbardziej! Ponieważ celem pracy było opracowanie nowego sposobu krojenia nożem krążkowym ustawionym mimośrodowo oraz parametrów, które przy najmniejszych występujących siłach pozwalają na uzyskanie najwyższej jakości cięcia – badania prowadziłem w Zakładzie Technologii Poligraficznych PW oraz w dwóch drukarniach. Wcześniej, znana technologia krojenia tradycyjnymi nożami krążkowymi mogła być zastosowana przy krojeniu broszur i cienkich bloków książkowych o maksymalnej grubości do 8 mm, dzięki ustawieniu noży mimośrodowo uzyskano wibracyjny charakter obróbki, co umożliwiło zwiększyć maksymalną grubość krojonych bloków do 15 mm, czyli praktycznie zwiększyliśmy możliwości procesu. Oczywiście moja praca to dopiero początek, kolejnym etapem jest nawiązanie współpracy z producentem takiego typu urządzenia i zainteresowanie go wdrożeniem mojego opracowania. Stanowisko badawcze to jedno, a życie i produkcja to drugie.

Faktycznie – i praca, i nauka. Podoba ci się to co robisz zawodowo?
Ta praca daje niesamowitą ilość adrenaliny. Każdy dzień wygląda inaczej, każdego dnia muszę weryfikować swoje plany. Nie zawsze wszystko układa się tak jakbyśmy sobie tego życzyli i trzeba szybko i sprawnie umieć rozwiązywać różne problemy i podejmować trafne decyzje. To praca, którą po prostu trzeba lubić!

Ta praca daje niesamowitą ilość adrenaliny. Każdy dzień wygląda inaczej, każdego dnia muszę weryfikować swoje plany.

Jako szef drukarni mam coraz mniejszą styczność z poligrafią jako taką. Bardziej zajmuję się zarządzaniem, zakupami, dostawcami, rozmowami z bankami, planami w która stronę dalej kierować naszym „statkiem”. Na poligrafię, wchodzenie stricte w technologię, mam coraz mniej czasu. Oczywiście jestem codziennie kilka razy na produkcji, wiem co jest dzisiaj wykonywane, co będzie jutro, ale większą styczność z produkcją mam tylko wówczas, gdy zaczyna się sezon urlopowy. Nasza drukarnia jest średnim zakładem jeśli chodzi o wielkość, łącznie zatrudniamy 50 osób. Jest więc co robić, jeśli chodzi o zarządzanie, zaczyna brakować czasu na wchodzenie w każdy element procesu.

Jak przeżyliście w drukarni pandemię?
Szczerze, to było naprawdę kiepsko przez dwa pierwsze miesiące po dotarciu pandemii do Polski. Początkowo odnotowaliśmy spadek sprzedaży o 30%, w kwietniu nawet o 70%, później na szczęście wszystko powoli ruszyło. Był moment, że na kwarantannie przebywało jednocześnie 11 osób, w większości operatorzy – dla firmy o naszej skali to naprawdę spory kłopot. Maszyny więc stały i zaczęły się problemy w produkcji. W marcu wydawcy zaczęli wycofywać lub zawieszać tytuły, które były już zwolnione do druku, rozpoczęte lub/i zakupiony został na nie papier. To były trudne momenty. Z dwóch zmian zeszliśmy na jedną przez trzy dni w tygodniu. Musze jednak podkreślić, z czego jestem dumny, iż nikogo nie zwolniliśmy ani nie obniżyliśmy wynagrodzeń. A nawet wręcz odwrotnie – w lipcu zatrudniliśmy 5 osób do pracy przy produkcji. Przyjęliśmy zasadę, że jak przetrwamy, to przetrwamy wszyscy, a jeśli padniemy, to też wszyscy. Niektóre firmy wówczas redukowały etaty i na rynku pracy pojawiło się kilku fachowców. Skorzystaliśmy z możliwości, aby zaprosić ich do nas. Zostali i chyba są zadowoleni – taką mam przynajmniej nadzieję.
Wielokrotnie w niedzielę przyjeżdżałem do pracy aby spokojnie móc zastanowić się, co robić w przypadku gdy w poniedziałek do pracy nie przyjadą kolejne osoby – to był naprawdę trudny moment, który mógł okazać się ciasnym zakrętem dla drukarni.

W sumie jednak sprzedaż wzrosła, a ubiegły rok szczęśliwie zamknęliśmy na plusie.

Zainwestowaliśmy w nowy sprzęt – kupiliśmy m.in. nowy trójnóż, złamywarkę, samochód dostawczy i wymieniliśmy linię do oprawy miękkiej. Skorzystaliśmy z chwilowego spadku cen surowców, bo producenci też przecież chcieli utrzymać swoich ludzi.

A ten rok?

Pierwsze cztery miesiące były bardzo dobre, maj – czerwiec słabszy, lipiec bardzo dobry, choć to przecież sezon urlopowy i tradycyjnie pojawiały się problemy kadrowe. Ostatnie miesiące to jednak drastyczna zmiana jeśli chodzi o dostępność surowców, a w szczególności papierowych podłoży drukowych. Po pierwsze, zwyczajnie brakuje papieru, a po drugie, koszt zakupu materiałów jest wręcz nieprzewidywalny, dlatego właśnie teraz należy bardzo, ale to bardzo ostrożnie podchodzić do wycen i mocno skoncentrować się nad kontrolą kosztów w drukarni. Tak jak wspomniałem na początku, codzienność pracy w przedsiębiorstwie poligraficznym naprawdę obarczona jest wieloma wyzwaniami i nie sposób się nudzić w pracy.

Czego nauczyła Cię pandemia?
Pokory, gotowości do zmian, elastyczności w działaniu i ciągłego szukania nowych rozwiązań, a także tego, że świat bywa nieprzewidywalny, dlatego należy zachować czujność i zdrowy rozsądek w swoich działaniach.

Filozofia funkcjonowania zakładu?

Taka jak zawsze – ta, którą wprowadził Ojciec – drukować książki na najwyższym poziomie, utrzymywać dobre relacje z Klientami i Dostawcami oraz dbać o Załogę.

Obecnie mogę stwierdzić, że sytuacja firmy jest stabilna, ale zdaję sobie sprawę, że każdego dnia należy dbać o rozwój przedsiębiorstwa. Obecnie czekamy na uruchomienie środków europejskich, jeśli ruszą to mam już kilka pomysłów na nowe projekty.

Filozofia zakładu? – drukować książki na najwyższym poziomie, utrzymywać dobre relacje z Klientami i Dostawcami oraz dbać o Załogę.

W zeszłym roku zakończyliśmy projekt związany ze znakowaniem, a mianowicie w wybranym miejscu książki wprowadzamy znak (data wykonania i inicjały operatora lub inne), który jest widziany tylko w świetle UV. Tylko wydawca i my wiemy, gdzie znajduje się wspomniane znakowanie. Dzięki temu możemy sprawdzić, kiedy dana książka została wydrukowana – zo określeniem dnia a nawet godziny. Ponadto, w przyszłym roku będziemy realizować projekt związany z cyfryzacją przedsiębiorstwa, co ułatwi nam pracę, a mi umożliwi pełną kontrolę i wgląd w funkcjonowanie firmy nawet podczas podróży służbowych.

Od roku, po przejściu Twojego ojca, Andrzeja Janickiego na emeryturę, samodzielnie prowadzisz drukarnię. Coś się tu zmieniło? Jak teraz, z perspektywy prezesa zarządu firmy oceniasz swoją pracę?

Na pewno nie można powiedzieć, że robię coś samodzielnie – nie w przypadku tego rodzaju przedsiębiorstwa. Pracujemy w zespole, któremu poprzez ciężką pracę oraz zaangażowanie udaje się odnosić sukces na miarę możliwości. Nauczyłem się, czy raczej uczę się, dzielić obowiązkami z innymi, choć czasem okazuje się to bardzo trudne. Tak, więc sprawy związane z bieżącą produkcją w dużej części przejął Kamil Kasprzycki, który wraz z kierownikami oraz głównym technologiem – Robertem Moskalem doskonale się uzupełniają i tworzą super zgrany zespół. Oczywiście to nie tylko wymienieni panowie dbają o dobro firmy, pracuje tu wiele bardzo wartościowych osób, a nad nami wszystkimi nadal czuwa Przewodniczący Rady Nadzorczej – Andrzej Janicki.

Wspólne zdjęcie z kadrą drukarni (od lewej): Robert Moskal, Józef Łężniak, Kamil Kasprzycki,
Piotr Janicki

Podsumowując, uważam, że mam szczęście, by móc pochwalić się naprawdę fajnym i zgranym zespołem, a to przecież podstawa do prawidłowego funkcjonowania przedsiębiorstwa.

Trzymamy więc kciuki za Ciebie i firmę. Dziękuję za rozmowę.
Ja również dziękuję i obiecuję, że damy radę – nie widzę innej możliwości!!!

Dodaj komentarz