Rynek wydawniczy Wywiady

Cykl „Książki nie tylko dla dzieci”: rozmowa z Anną Onichimowską

Zapraszamy do przeczytania obszernych fragmentów wywiadu z Anną Onichimowską, autorką książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych oraz licznych słuchowisk radiowych, sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych. Anna Onichimowska otrzymała za swą twórczość wiele prestiżowych nagród w Polsce i za granicą. Spotkanie z tą wybitną pisarką, dobrze znaną także w świecie dzięki licznym tłumaczeniom, m.in. na francuski, słoweński, litewski, koreański, węgierski, niemiecki, szwedzki, włoski i chiński, odbyło się 16 października 2019 roku w Bibliotece Publicznej m.st. Warszawy.

„KSIĄŻKI NIE TYLKO DLA DZIECI”
EWA GRUDA rozmawia z ARTYSTAMI KSIĄŻKI
o ich książkach i nie tylko o książkach…


Ewa Gruda: Aniu, przede wszystkim chciałabym ci bardzo podziękować za to, że zechciałaś przyjąć moje zaproszenie i uczestniczyć w spotkaniu z cyklu „Książki nie tylko dla dzieci”. Jest to tym cenniejsze, że od kilku lat mieszkasz w Szwecji i w Polsce bywasz tylko okazjonalnie. Masz wtedy napięty grafik spotkań autorskich i promocji twoich nowych książek, które co roku systematycznie ukazują się w naszym kraju. Pozwól, że pierwsze moje pytanie będzie związane właśnie ze zmianą twojego miejsca zamieszkania. Jakie wrażenie zrobił na tobie szwedzki rynek książki dla dzieci? Czy może uderzyło cię coś, co chciałabyś przenieść na nasz grunt?
Anna Onichimowska: Trudno powiedzieć, czy coś chciałabym przenieść na nasz grunt, bo uważam, że polska literatura i grafika mają się całkiem nieźle. Jedno, co rzeczywiście zwraca uwagę w Szwecji, to umiejętność eksponowania książek ważnych, nagradzanych. W księgarniach są one bardziej widoczne, nie przytłaczają ich książki brzydkie – nieciekawe literacko i graficznie, a u nas to się jednak zdarza.

Anna Onichimowska

Czy odnajdujesz w Szwecji swoje lektury poznane w dzieciństwie w przekładzie na język polski?
Jedną z moich ulubionych lektur dzieciństwa była szwedzka książka Wakacje nad morzem. Napisał ją Olle Mattson. Opisał w niej pozornie zwykłe wakacje pewnej rodziny, ale – jak to często bywa w skandynawskiej literaturze dla dzieci – było w nich także coś niezwykłego. Do dziś pamiętam i czarodziejski klimat tej opowieści, i jej bohaterów. A później zaczytywałam się oczywiście w książkach Astrid Lindgren, która do dziś jest w Szwecji uwielbiana i popularna: jej książki mają liczne wznowienia, produkuje się też różne gadżety nawiązujące do przygód jej bohaterów. Oczywiście wszystkie dziewczynki chcą mieć modne podkoszulki z wizerunkiem Pippi.

Podczas spotkań autorskich dzieci często zwierzają się, że pragną zostać pisarzami, nawet próbują swoich sił w pisarstwie. Czy ty również w dzieciństwie marzyłaś o tym zawodzie?
Nie, skąd. Pisałam wprawdzie wtedy jakieś okropne wiersze, ale najlepiej będzie, jak o nich zapomnimy. Marzyłam natomiast, żeby zostać tancerką.

Uczyłaś się tańca?
Trochę tak, ale przede wszystkim bardzo lubiłam tańczyć, także na lodzie. Przez jakiś czas byłam zawodniczką, później tańczyłam w zespole tańców na lodzie. I miałam do rodziców żal, że nie posłali mnie do szkoły baletowej.

O ile wiem, to zdobywałaś nagrody zarówno w konkursach tanecznych, jak i poetyckich, więc może nie należy tak całkiem zapominać o twoich juweniliach. Twój literacki debiut z 1980 roku to także tomik wierszy.
O moich nagrodach w dawnych konkursach poetyckich też już całkiem zapomniałam, ale rzeczywiście moją debiutancką książką jest tomik Gdybym miał konia, pięknie zilustrowany przez Janusza Stannego. Są to wiersze kierowane do dzieci.

W tym samym mniej więcej czasie, kiedy debiutowałaś jako autorka książek dla młodego czytelnika, rozpoczęła się twoja współpraca z mediami. W latach osiemdziesiątych zaczęłaś tworzyć scenariusze słuchowisk do Teatru Polskiego Radia, nieco później do Teatru Telewizji. Do tej pory powstały ich dziesiątki. Czy tak bogata twórczość radiowa i telewizyjna, jak również teatralna i filmowa, nie odrywa cię zanadto od głównego nurtu twojego pisarstwa, czyli od książek?
Swego czasu rzeczywiście pisałam bardzo dużo scenariuszy, zwłaszcza radiowych. Myślę, że różne formy mojej twórczości wzajemnie się uzupełniają. Radio było dla mnie najlepszą szkołą dialogu. Nauczyłam się przede wszystkim słuchać rozmów, bardziej niż kiedyś zwracać na nie uwagę. Znajomi zauważyli, że nieraz podczas większych spotkań czy przyjęć nagle milknę i skupiam się na słuchaniu: co inni mówią, jak mówią, dlaczego…

To samo dotyczy dzieci?
Przede wszystkim dzieci. Zawsze miałam dużo spotkań z dziećmi, teraz z konieczności jest ich mniej, ale wciąż lubię słuchać, co dzieci mówią. Nie tylko do mnie, ale również między sobą.

Tworzysz utwory dla dzieci, dla młodzieży i dla dorosłych. Czy uważasz, że dla najmłodszych trzeba pisać jakoś szczególnie, że literatura dla nich jest literaturą osobną, jak swego czasu nazwał ją Jerzy Cieślikowski, czy wręcz przeciwnie: poruszamy się cały czas w obrębie tej samej literatury?
Zdecydowanie jest jedna literatura. Uważam nawet, że w książkach dla dzieci można poruszać te same tematy, które podejmuje się w książkach dla dorosłych, tylko trzeba wziąć pod uwagę możliwości percepcyjne i emocjonalne dziecka, a więc wypracować sobie pewne narzędzia, które ułatwią dialog z dziecięcym odbiorcą na jego poziomie. Ja sama nigdy nie uciekałam przed tak zwanymi trudnymi tematami.

Jest ich w twoich książkach tak wiele, że nasuwa się pytanie, czy ty sama odczuwasz jakąś ogromną potrzebę podejmowania rozmowy z dziećmi na tematy, o których nie zawsze mają z kim porozmawiać. Czy to rodzaj misji?
To może zbyt wielkie słowo, ale oczywiście jestem szczęśliwa, kiedy się dowiaduję, że moje teksty są w stanie dziecku pomóc rozwiązać jakąś trudną sytuację. Między innymi po to powstał zbiór Najwyższa góra świata. Kiedy pisałam zawarte w nim opowiadania, miałam pewne wątpliwości, czy jest to książka dla dzieci, czy o dzieciach. A jednak spotkała się ona z ogromnym zainteresowaniem młodych odbiorców. Dostałam wiele listów od czytelników, którzy chcieli ze mną porozmawiać o swoich problemach. Książka miała wiele edycji i wciąż jest żywo odbierana, więc chyba spełniła swoje zadanie.

Na okładce jednego z pierwszych wydań Najwyższej góry świata zamieściłaś dość długi tekst kierowany do czytelników. Na jego końcu zwracasz się do nich słowami: „A jeśli będziecie chcieli o nich [kłopotach – przyp. EG] do mnie napisać, zapraszam. Czasami jest dobrze móc coś opowiedzieć komuś, kogo to obchodzi”. To bardzo cenne zdanie, wyraźny komunikat, że właśnie ciebie obchodzą dziecięce problemy.
Wiem, że czasami jest trudno rozmawiać o kłopotach nawet z najbliższymi osobami: z rodzicami, z siostrą czy bratem, przyjaciółką lub kolegą (itd), a ja jestem taką „znajomą z pociągu”, z którą jedzie się razem przez dłuższą chwilę, a potem już nigdy więcej się jej nie spotka. I właśnie dlatego można jej opowiedzieć nawet najbardziej intymne historie.

Książką, która od lat wywołuje ogromne zainteresowanie czytelników, jest Duch starej kamienicy.
Rzeczywiście Duch okazał się strzałem w dziesiątkę, wciąż jest to książka czytana i lubiana, chociaż napisałam ją wiele lat temu. To chyba moja trzecia książka, jeszcze z lat osiemdziesiątych.


Ale wciąż dopisujesz kolejne części.
Już nie! Trzecia część ukazała się rok temu i mam nadzieję, że to koniec. Ale faktycznie, ta książka cieszyła się powszechną sympatią, trafiła nawet na długi czas do lektur szkolnych. A dla mnie była ciekawym doświadczeniem, bo widziałam, jak bardzo dzieci identyfikują się z jej małym, niedoskonałym bohaterem, wierząc jednocześnie, że świat ducha Maćka gdzieś naprawdę istnieje. Przysyłały Maćkowi mnóstwo prezentów, najczęściej były to łakocie, jako że jest to bardzo łakomy duszek. Dla sroki Wiesławy dostawałam bransoletki własnoręcznie zrobione przez dzieci. No i wciąż dopytywały mnie, co też dzieje się u bohaterów książki, więc nie miałam wyjścia: musiałam w końcu napisać Maćka i łowców duchów.

Z tego, co mówisz, wynika, że raczej spodziewałaś się jednorazowych kontaktów z czytelnikami, a w rzeczywistości okazało się, że dzieci chciały zatrzymać przy sobie „panią z pociągu” na dłużej, nawet na wiele lat.
Mam kilkoro takich – nazwijmy to – wychowanków, bo są wśród zaprzyjaźnionych ze mną dzieci także chłopcy. Jedna z dziewczynek, Madzia, która zaczęła korespondować ze mną w wieku trzynastu lat, kiedy była w bardzo trudnej sytuacji życiowej, dwa dni temu obroniła doktorat. Więc naprawdę minął kawał czasu od naszego pierwszego kontaktu.

A historia trzeciej części cyklu: Duch Maciek detektywem?
Ta była najzabawniejsza. Zwrócił się do mnie wiele lat temu chłopiec o imieniu Filip, z prośbą, żebym napisała kolejną książkę o duchu Maćku. Przyznam, że nie miałam takich planów i zaczęłam podsuwać Filipowi różne lektury, nie tylko zresztą swoje, żeby go nimi zainteresować i odciągnąć od myśli o kontynuacji przygód Maćka. Liczyłam, że przestanie mnie namawiać na pisanie książki, na którą nie miałam ochoty. Ale Filip był niezwykle uparty i trwał przy swoim: ma być książka i już. Spróbowałam jeszcze innego fortelu. Napisałam, że wydawca nie jest już zainteresowany tą tematyką, na co Filip odpowiedział: „Ja to pani załatwię”. I zwrócił się do szefowej Wydawnictwa Literatura tymi słowami: „Serca wszystkich dzieci w Polsce będą złamane, jeśli nie powstanie trzecia część przygód ducha Maćka”. Wtedy Wiesia Jędrzejczykowa, redaktor naczelna „Literatury”, powiedziała mi: „No, skoro mają być złamane, to chyba, Aniu, musisz napisać”. Od tej pory nazywam Filipa swoim agentem.

Jak się sprawdza w tej roli?
Ucieszył się oczywiście i natychmiast zażyczył sobie, że po pierwsze: książka ma być jemu zadedykowana, a po drugie: musi w niej występować. Były jeszcze inne życzenia. Oczywiście wszystkie spełniłam.

Hmmm, więc może jednak będzie i czwarta część opowieści o Maćku, bo zawsze może się znaleźć równie zdeterminowany jego wielbiciel, któremu się uda namówić cię do jej napisania.
Jednak w tej sprawie postanowiłam już być asertywna.

Wspomniałaś, że czytelnicy łatwo wchodzą w świat magii wykreowany przez ciebie. W twoich książkach dla dzieci magia pojawia się często. Rezygnujesz z niej właściwie całkowicie w książkach dla młodzieży, aby ponownie wprowadzić ten element świata przedstawionego w powieściach dla dorosłych. W książkach dla dzieci magia wielokrotnie pomaga ci w rozmowie z czytelnikami na wspomniane trudne tematy, a jaką rolę twoim zdaniem pełni w książkach dla dorosłych?
Magia jest bardzo ważna w życiu, przynajmniej ja nieustannie czuję jej obecność. Najpełniej dochodzi do głosu chyba w moim zbiorze opowiadań Pomiędzy.

Pomiędzy czym? No właśnie: pomiędzy nami, czyli ludźmi, pomiędzy nami a rzeczami, pomiędzy tym, jacy jesteśmy, a naszymi wyobrażeniami o sobie, pomiędzy rzeczywistością a magią…
Pomiędzy tym, co podyktowane rozsądkiem, a tym, co całkiem nierozsądne. Tak, tych poziomów „pomiędzy” jest w tej książce znacznie więcej. Zresztą, muszę przyznać, że taka strefa pogranicza, poszukiwanie tego, co jest „pomiędzy”, wydają mi się ekscytujące. Wszystko, nad czym teraz pracuję, w jakiś sposób dotyka takich obszarów. Na przykład pomiędzy snem a jawą.

Twoje książki dla dorosłych są pełne humoru. Zupa z gwoździa może rozśmieszyć nawet największego ponuraka.
Czasami wydaje mi się, że ja trochę uciekam w humor. Na przykład kilka lat temu zdałam sobie sprawę, że nie mogłabym napisać na poważnie, powiedzmy, romansu. Nawet otrzymałam takie zamówienie od jednego z wydawców. Miałam niezły pomysł, a to, co pisałam, też nadawało się do wydania, ale – krótko mówiąc – nie mogłam siebie w tym pisarstwie odnaleźć. Uświadomiłam sobie w pewnym momencie, że pracuję nad czymś, co mnie kompletnie nie obchodzi. Dopiero, kiedy odeszłam od pisania na poważnie i spróbowałam zboczyć w stronę groteski czy pastiszu, fabuła zaczęła mnie intrygować. Jedna z moich nowszych książek Z punktu widzenia kota to też pastisz: trochę romansu, trochę powieści detektywistycznej.


Porozmawiajmy chwilę, jeśli pozwolisz, o twoich książkach dla młodzieży. Odnoszę wrażenie, że w wypadku tych książek szczególnie ci zależy, żeby być wiarygodną. Zanim przystąpisz do tworzenia fabuły, bardzo dokładnie zgłębiasz temat, który najczęściej jest z gatunku tych trudnych: różnego rodzaju uzależnienia, poszukiwanie własnej drogi życiowej, seks, w tym także poszukiwanie tożsamości płciowej. Spotykasz się z młodymi ludźmi, których dotykają te problemy, rozmawiasz z terapeutami, dużo czytasz. Może zacznijmy od trylogii rozpoczynającej się powieścią Hera, moja miłość.
Jeśli chodzi o pierwszą część pytania, to rzeczywiście nie wyobrażam sobie, że mogłabym pisać o jakimś trudnym dla młodych ludzi problemie i nie przygotować się do tego najlepiej jak potrafi ę. Natomiast Hera, moja miłość była właściwie powieścią na zamówienie. Zwrócono się do mnie, żebym napisała książkę, która będzie poruszała ważny problem społeczny. Trochę automatycznie zaproponowałam narkotyki, a potem byłam na siebie zła, bo książek o tej tematyce zaczęło się pojawiać mnóstwo. Szukałam więc własnej drogi opowiedzenia o tym problemie. Nawiązałam kontakt z ośrodkiem leczenia narkomanów, ale okazało się, że osoba z zewnątrz nie może uczestniczyć w terapii. Wymyśliliśmy więc z terapeutami, że zostawię numer telefonu, aby ci z pacjentów, którzy wyrażą ochotę na rozmowę, mogli się ze mną skontaktować. Zgłosiło się kilku młodych mężczyzn i dzięki tym rozmowom, całkowicie anonimowym, mogłam zorientować się, jaki temat jest dla nich najboleśniejszy. Kiedy pytałam o dom, o rodzinę, albo zapadało milczenie, albo padały słowa: „O tym nie będziemy rozmawiali”. Na to jedno pytanie wszyscy moi rozmówcy odmówili odpowiedzi. Dla mnie była to wskazówka, w którą stronę mam iść przy konstruowaniu fabuły. Hera jest oczywiście książką o narkotykach, ale przede wszystkim jest książką o kryzysie rodziny.

Jesteś odważna w podejmowaniu tematów, które rozwijasz na kartach swoich książek. W 2012 roku powstała twoja powieść koniec gry, która wielu odbiorców mogła zaszokować. Może nie tematem homoseksualizmu, bo w tym czasie podejmowali go już inni pisarze: Michał Witkowski, Marcin Szczygielski, ale tym, że swój przekaz skierowałaś do ludzi bardzo młodych, nastolatków. Tu również, obok problemu rodzącej się samowiedzy bohatera na temat własnej tożsamości płciowej, pokazałaś kryzys rodziny jako miejsca dającego młodym ludziom poczucie bezpieczeństwa. Jest to tym boleśniejsze, że taki model rodziny wciąż przez część społeczeństwa, i to wcale niemałą, jest akceptowany: bezwzględny ojciec niestroniący od aktów przemocy, podporządkowane mu żona i córka, nakłaniani do bezmyślnego posłuszeństwa synowie.
Dla mnie jest to zupełnie przerażające, że ta książka, napisana przeze mnie ponad siedem lat temu, jest wciąż – jak zauważyłaś – aktualna. Problem braku tolerancji dla inności, rodzenie się nacjonalizmu: w tym czasie nie były to jeszcze tematy z pierwszych stron gazet, a teraz są. Pisząc tę książkę, miałam nadzieję, że ona się zdezaktualizuje. Tak się, niestety, nie stało.

Myślę, że możemy tą gorzką i jakże ważną refl eksją zakończyć naszą rozmowę, za którą jeszcze raz bardzo ci dziękuję. Dziękuję.

Cały wywiad można obejrzeć na YouTube:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *