Filmy Rynek wydawniczy

Dla „The Guardian” film „365 dni” to okropny hit Netflixa

„The Guardian” poświęcił sporo miejsca polskiemu filmowi 365 dni. Jeden z największych brytyjskich dzienników pisze, że to niespodziewanie światowy hit Netflixa, chociaż jest „absolutnie okropny”.


Jaki film zajmuje czołówkę miejsc zachodnich rankingów pod względem popularności wśród zagranicznych produkcji ? Nie, to nie ostatni laureat Oscara południowokoreański Pasożyt, a polski „filmik” 365 dni, oparty na bestsellerowej powieści Blanki Lipińskiej o tym samym tytule. Jednak oceny zachodnich recenzentów są porażające. Oceny w „Rotten Tomatoes” – zero. W „The Times UK” czytamy : „To sprawia, że ​​marionetki w Team America: World Police wyglądają jak zwykły dokument”. „Variety” film nazwała „głupszym od włosów”, w Cosmopolitan to „najgorsza rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem”. Dla dziennikarza z The Guardina: „to zły film. Ma złą koncepcję. Jest zły w wykonaniu. Istnieje teoria, że ​​365 dni odnosi obecnie tak duży sukces, gdyż blokada sprawiła, że ​​wszyscy byli spragnieni seksu”. „To softcore porno” . Dalej czytamy: „Uznawany za polski odpowiednik 50 odcieni szarości, 365 dni jest obecnie czwartym najczęściej oglądanym filmem w serwisie Netflix UK i trzecim w serwisie Netflix US (od dwu tygodni na szczycie obu rankingów). To historia szefa mafii, który porywa, narkotyzuje, dusi i gwałci nieznajomą przez rok w szalonej nadziei, że się w nim zakocha. I to jest też okropne”. A co dziennikarz sądzi o podkładzie muzycznym filmu?: Scenom erotycznym filmu towarzyszy „piosenka, która brzmi tak, jakby został napisany wyłącznie w celu nagrania ścieżki dźwiękowej w lokalnej reklamie dla jakiejś trucizny…”
Dalej czytamy: „Nie mam skrupułów, by zepsuć wam 365 dni, ponieważ nikt na całej planecie nie oglądał tego ze względu na fabułę; jest to film skierowany wprost do bardzo specyficznej grupy napalonych ludzi, którzy są wystarczająco inteligentni, aby założyć konto Netflix, ale zbyt głupi, aby móc wpisać słowo Pornhub w Internecie”.

(źródło”The Guardian”, (fot. materiały prasowe)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *