Edytorstwo Kalendarze

Galeria kalendarzy – Zamek Królewski w Warszawie Muzeum (wydawca: Arx Regia – Wydawnictwo Zamku Królewskiego w Warszawie)


Kalendarze – często dzieła sztuki, które, gdy minie rok, przepadają w bezdnie niepotrzebnych i zużytych rzeczy. Spróbujmy zachować je w pamięci i wybierzmy te najciekawsze. Na naszym portalu uruchomiliśmy więc stosowaną Galerię, prosząc naszych czytelników – wydawców, drukarzy, osoby kochające piękne druki – o przysyłanie na nasz adres kalendarzy, które Waszym zdaniem zasługują na szerszą prezentację i które mogą stanąć w szranki konkursowe.

Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum raczy nas kolejnym kalendarzem, prezentacją swych zbiorów. Na rok 2022 wypadły obrazy Bernarda Bellotto, zwanego Canaletto. Bernardo Belloto uczył się malarstwa w pracowni weneckiego weducisty (wł. veduta – widok) Giovanniego Antonia Canala i od niego zapożyczył swój przydomek. Na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego był malarzem nadwornym i pozostawił po sobie między innymi trzydzieści wedut Warszawy, z których zachowały się dwadzieścia cztery. Warto przypomnieć, że jako swoisty dokument, były one wykorzystane podczas odbudowy Warszawy ze zniszczeń wojennych.
Na kalendarzu znajdziemy oczywiście tylko połowę z zachowanych wedut, a czym się grafik/wydawca kierowali przy ich wyborze trudno powiedzieć. Zresztą nie ważne, wszystkie są doskonałe.

W tym roku kalendarz jest poziomy, z bocznym, skromnym kalendarium. Rozpoczyna go, jakże by inaczej, panorama całej Warszawy od strony Pragi. A tam, miasto jak żywe – za Wisłą zamek królewski, pałace i wieże kościelne; Wisła pracuje na siebie, niosąc barki żaglowe i łodzie wycieczkowe, na Pradze ruch „jak na Marszałkowskiej” – wielkopańskie karety, jeźdźcy luzem i w szyku, laufrzy, nie brak też miejscowych mieszczan. Skąd to zamieszanie? To jego wysokość król raczył zjechać na drugi brzeg Wisły, aby napawać się widokiem miasta.
A tam… Co z miasta zobaczymy na kolejnych kartach? Dziś oczywiście miejsca te wyglądają inaczej, ale niektóre budynki możemy rozpoznać. Np. styczeń to ul. Długa – z lewej poznajemy Katedrę polową Wojska Polskiego z charakterystycznymi zakończeniami wieżyc. Luty to kościół Sakramentek – bryła ta sama co dziś, za to przed świątynią dzieje się a dzieje – targowisko na całego. Marzec – trudny do nierozpoznania kościół Karmelitów z kulą z wężem trzymającym jabłko w pysku (mieszkańcy stolicy nazywali ją „banią karmelicką”). Obraz pochodzi z 1780 roku, w którym zakończono przebudowę fasady kościoła – z jego lewej strony widzimy jeszcze jakieś rusztowania, chyba że to poprawka fuszerki… Kwiecień to kościół Brygidek i Arsenał. Kościoła już nie ma, został rozebrany na przełomie XIX i XX wieku a na jego miejscu powstał kolejny nieistniejący gmach – pasaż Simonsa. W centralnym planie obrazu Arsenał – prawie taki sam, jaki znamy. Przed nim – jakże by inaczej, odprawa wojskowa. Radosny maj cieszy nas Pałacem Rzeczypospolitej – wypisz wymaluj taki jaki znamy, przed nim sznur procesji kościelnej – to pewnie 3 maja, święto Najświętszej Marii Panny Królowej Polski, o czym świadczy niesiona figura Matki Bożej w koronie.

I tak przez 12 miesięcy kart kalendarza przewijają się nie tylko widoki Warszawy końca XVIII wieku, ale też ludzie, którzy zaludniali ówczesne ulice i zaułki miasta. Dla miłośników historii te obrazy to prawdziwa kopalnia wiedzy o tamtych czasów. Cieszy, że Zamek Królewski w Warszawie udostępnił je szeroko.
Ciekawe, czy ktoś (oprócz oczywiście króla jegomościa) rozpoznał się na tych wedutach?

Która drukarnia tak pięknie wydrukowała kalendarze nie wiemy (brak takiej informacji na jego kartach), zdjęcia obrazów są autorstwa Andrzeja Ringa i Lecha Sandzewicza.

Dodaj komentarz